2 maja 2004 rok
Skąpany w słońcu dziedziniec pełen czarodziei popijających powoli
kremowe piwo. Każdy kto nie był świadomy tego co się wydarzyło 6 lat temu w tym samym miejscu byłby zaskoczony tak dużą
ilością dorosłych czarodziei na szkolnym
dziedzińcu. Ale wszyscy obecni tutaj doskonale wiedzieli po co tutaj są. To
tutaj, w tym miejscu 6 lat temu , Wybraniec pokonał Voldemorta. Przy pomocy swoich
przyjaciół zniszczył horkruksy i w ostatecznej bitwie uwolnił świat czarodziei
od Czarnego Pana , jego rządów i poglądów. Wszyscy bez wyjątku przybyli tutaj
na 6 rocznicę Drugiej Bitwy o Hogwart, aby uczcić pamięć poległych. Zginęli
tutaj ich przyjaciele, członkowie rodzin. Nie było osoby która by nie straciła
bliskiej sobie osoby. Nawet on, szarooki
blondyn. Stał na skraju dziedzińca tuż przy kamiennym moście prowadzącym do
Zakazanego Lasu wspominając swoich kolegów którzy zginęli. Powoli ruszył przed siebie dostrzegając ją
siedzącą w tym samym miejscu co 6 lat temu, ale tym razem nie była sama.
Uśmiechnął się pod nosem w charakterystycznym dla siebie sposobie i odstawił szklaneczkę na kamiennym stole . Szedł powoli
wspominając wydarzenia z przez lat …
Czarny , porwany garnitur
delikatnie mówiąc zwisał na nim, jego ciało nie było takie jak jeszcze rok
temu, schudł i to bardzo. Twarz jeszcze bledsza niż zawsze, plany krwi na szyi i twarzy pokryte brudem i kurzem. Zsunął powoli
marynarkę i rzucił na kamienną balustradę kilka metrów przed dziewczyną.
Zatrzymał się i przyjrzał się jej profilowi, tak jak on zeszczuplała, ubrudzone
włosy związała w luźny warkocz , twarz tak jak jego ubrudzona krwią poległych .
Miała na sobie kiedyś biały podkoszulek. Teraz był prawie czarny, a lekkie
prześwity bieli mówiły o tym, że kiedyś był biały, niebieskie jeansy również
nie były w dobrym stanie. Porwane wisiały na biodrach dziewczyny, gdyby nie
zaklęcie na pewno już dawno by zsunęły się z jej ciała. Stał i patrzył na nią,
obserwował jak na jej policzkach pojawiają się kolejne łzy. Powoli ruszył dalej
delikatnie przytrzymując się barierki i przesuwał palcami po kamiennej
balustradzie. Szedł cicho , jak zawsze, był doskonały w skradaniu się. Stanął
za nią i patrzył na jej plecy, jeden ruch i mógłby ją zepchnąć w dół, ale
powoli oplótł jej talie dłońmi i ściągnął zaskoczoną i odwrócił do siebie.
- Granger .. wiesz, że
gdyby ktoś inny tutaj pojawił się już dawno leżałabyś na dole ?
- Och Malfoy, czy ty
musisz zawsze musisz mnie denerwować ? Miałam nadzieję , że już nigdy cię nie
zobaczę. Spadaj do tatusia i mamusi, daj mi spokój
- Granger nie denerwuj
mnie. Właśnie stoczyłem bitwę o swoje życie. Uwolniłem się od ojca który już
wymyślał jak pozbyć się Pottera i podbić świat czarodziei. Odszedłem od mojej
rodziny, porzuciłem ich by zacząć żyć swoim życiem w końcu, teraz wszystko
będzie tak jak wtedy.
- Nie Draco, nic już
nie będzie tak jak wtedy. Wszystko się zmienia , tam w zamku leżą ludzie którzy
opuścili swoje rodziny, odeszli w imię
dobra. Tonks i Lupin na przykład, Draco oni osierocili swoje dziecko. Małego
Tedda, zginał Fred, Levander i wielu innych. W tym twoi dwaj kumple. Zginęli
walcząc … - jej głos się załamał a po policzkach poleciały kolejne łzy, oparła
czoło o jego ramie i zacisnęła dłonie na białej koszuli
- Może nie będzie tak
jak wtedy, ale będzie dobrze Granger. Obiecuję ci to że będzie dobrze, to co było
wróci – powoli złapał ją za brodę i delikatnie uniósł jej głowę. Spojrzał w jej
czekoladowe oczy , delikatnie przesuwając kciukiem po jej brodzie, czekał na
sygnał że może, zawsze to robił. Zawsze czekał by doprowadzić ją do furii.
Uwielbiał, gdy sama brała to co chciała, ale teraz nie chciał czekać. Powoli
pocałował ją, nie spiesząc się by delektować się smakiem jej ust , za którymi
tęsknił, których mu brakowało. Powoli
zsunął palce na jej szyje, a potem na kark na czuły punkt. Jej ciało przylgnęło
do niego, a dłonie zacisnęły się jeszcze bardziej na koszuli. Odwzajemniła
pocałunek, pogłębiając go. Tak jak on tęskniła za jego ustami za jego dotykiem
za całym nim. Mimo tego że 90 % czasu spędzali na wyzwiskach, awanturach i dogryzaniu
sobie, cholernie za nim tęskniła. Ponad rok nie mieli ze sobą cielesnego
kontaktu, żyli w celibacie i walczyli, pokonywali swoje słabości. Walczyli o
niepewną przyszłość. Teraz nie potrafili odsunąć się od siebie, wszystkie skumulowane
emocje wybuchły. Pocałunek przybierał na pasji, nie był już delikatny, oboje
walczyli o dominacje. Języki plątały się ze sobą, dłonie obojgu błądziły po
ciałach chcąc nadrobić ten rok. Brunetka drżącymi dłońmi odpinała guziki od
jego koszuli a po chwili zrzuciła ją , on nie pozostał dłużny jej koszulka
wylądowała obok jego koszuli. Oderwali się od siebie dysząc , w stalowych
oczach widać było podniecenie.
- Nie możemy.. nie
tutaj Malfoy
- Kiedyś ci to nie przeszkadzało
Granger- mruknął uśmiechając się pierwszy raz od roku i przyciągnął ją do
siebie jeszcze bardziej, złapał mocniej w talii i za chwile ich nie było. W
miejscu gdzie stali została tylko
koszula i bluzka.
Uśmiechnął się na samo wspomnienie o tym. Tamten dzień
zmienił naprawdę wszystko, tego dnia był jednocześnie cholernie szczęśliwy i wściekły, szczęśliwy bo jego życie miało
wrócić na odpowiednie tory, tak przynajmniej sądził , a wściekły bo Granger
wtedy zniknęła. Bo gorącym, pełnym emocji seksie zniknęła zostawiając tylko
karteczkę „ Malfoy było wspaniale , ale
muszę odejść. Do zobaczenia w lipcu na urodzinach Harry’ego. Wiem, że tam
będziesz. Granger „ . Cicho prychnął na samo wspomnienie. Myślała że uda
jej się odejść, że wystarczy mu tylko co roczne spotkania a potem nic. Tamtego dnia
obiecał sobie , że pewnego dnia nie pozwoli jej odejść zniknąć i dotrzymał tej
obietnicy.
-Longbottom radzę Ci zabrać ręce z ramienia Granger bo inaczej nie ręczę za siebie – brunetka i siedzący obok niej
brunet odwrócili się, a po chwili zaczęli się śmiać wstając z kamiennej ławki.
- Do zobaczenia Hermiono, następnym razem dostarczę ci
wszystko co będziesz potrzebować. Wybieram się w wakacje na kilka wypraw i
zdobędę nowe zioła
- Jesteś wspaniały Neville, będę ci ogromnie wdzięczna. Moje
zapasy szybko się ostatnio zmniejszają – brunetka zaśmiała się perliście pokazując
ruchem głowy blondyna i pocałowała przyjaciela w policzek – Do zobaczenia
profesorze Longbottom, musimy się w końcu zgrać by wspólnie pójść na Ognistą ,
tak jak kiedyś
Neville zaśmiał się po czym kiwnął głową
do Dracona i odszedł zostawiając ich samych, zatrzymał się przy dziedzińcu i
odwrócił patrząc na zakochanych. Cicho się zaśmiał cały czas niedowierzając ,
że ci dwoje, kiedyś najgorsi wrogowie teraz całują się i nie mogą oderwać się
od siebie. Pokiwał lekko głową i po chwili zniknął w tłumie.
- Malfoy wiesz co ? – mruknęła cicho brunetka po krótkim
pocałunku , widząc jego wzrok dokończyła powoli – Jeszcze raz nazwiesz mnie
Granger to znowu będę się ukrywać , a
widzieć mnie będziesz raz na 5 lat .
- Ale co ci nie pasuje Granger ? – uśmiechnął się pod nosem
i obejmował ją w talii powoli zsuwając dłonie na jej pośladki
- To, że od kilku tygodni jestem panią Malfoy a nie Granger.
Ale jak tam bardzo chcesz bym była Granger to składam wniosek o roz….. AAAAAAAA
!!!!!!! Malfoy ! – jej pisk usłyszeli
wszyscy i spojrzeli w tamtą stronę. Młody Malfoy kręcił się wokół siebie
trzymając swoją żonę. Oboje śmiali się głośno, a od nich biła prawdziwa miłość.
____________________________
Prolog, mały wstęp, nie wiem tak na prawdę jak to nazwać. Ale napisałam , czy jestem z niego dumna ? Jestem do siebie bardzo krytyczna, więc na pierwszy rzut oka nie jestem z niego zadowolona. Jednak czytając go kilka razy, jestem z siebie dumna.
Mam nadzieję, że wam też przypadnie do gustu i będziecie tutaj zaglądać :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz