środa, 4 stycznia 2017

Prolog



2 maja 2004 rok
Skąpany w słońcu dziedziniec pełen czarodziei popijających powoli kremowe piwo. Każdy kto nie był świadomy tego co się wydarzyło 6 lat temu  w tym samym miejscu byłby zaskoczony tak dużą ilością dorosłych czarodziei  na szkolnym dziedzińcu. Ale wszyscy obecni tutaj doskonale wiedzieli po co tutaj są. To tutaj, w tym miejscu 6 lat temu , Wybraniec pokonał Voldemorta. Przy pomocy swoich przyjaciół zniszczył horkruksy i w ostatecznej bitwie uwolnił świat czarodziei od Czarnego Pana , jego rządów i poglądów. Wszyscy bez wyjątku przybyli tutaj na 6 rocznicę Drugiej Bitwy o Hogwart, aby uczcić pamięć poległych. Zginęli tutaj ich przyjaciele, członkowie rodzin. Nie było osoby która by nie straciła bliskiej sobie osoby.  Nawet on, szarooki blondyn. Stał na skraju dziedzińca tuż przy kamiennym moście prowadzącym do Zakazanego Lasu wspominając swoich kolegów którzy zginęli.  Powoli ruszył przed siebie dostrzegając ją siedzącą w tym samym miejscu co 6 lat temu, ale tym razem nie była sama. Uśmiechnął się pod nosem w charakterystycznym dla siebie sposobie i odstawił  szklaneczkę na kamiennym stole . Szedł powoli wspominając wydarzenia z przez lat …

Czarny , porwany garnitur delikatnie mówiąc zwisał na nim, jego ciało nie było takie jak jeszcze rok temu, schudł i to bardzo. Twarz jeszcze bledsza niż zawsze, plany krwi na szyi  i twarzy pokryte brudem i kurzem. Zsunął powoli marynarkę i rzucił na kamienną balustradę kilka metrów przed dziewczyną. Zatrzymał się i przyjrzał się jej profilowi, tak jak on zeszczuplała, ubrudzone włosy związała w luźny warkocz , twarz tak jak jego ubrudzona krwią poległych . Miała na sobie kiedyś biały podkoszulek. Teraz był prawie czarny, a lekkie prześwity bieli mówiły o tym, że kiedyś był biały, niebieskie jeansy również nie były w dobrym stanie. Porwane wisiały na biodrach dziewczyny, gdyby nie zaklęcie na pewno już dawno by zsunęły się z jej ciała. Stał i patrzył na nią, obserwował jak na jej policzkach pojawiają się kolejne łzy. Powoli ruszył dalej delikatnie przytrzymując się barierki i przesuwał palcami po kamiennej balustradzie. Szedł cicho , jak zawsze, był doskonały w skradaniu się. Stanął za nią i patrzył na jej plecy, jeden ruch i mógłby ją zepchnąć w dół, ale powoli oplótł jej talie dłońmi i ściągnął zaskoczoną i odwrócił do siebie.
- Granger .. wiesz, że gdyby ktoś inny tutaj pojawił się już dawno leżałabyś na dole ?
- Och Malfoy, czy ty musisz zawsze musisz mnie denerwować ? Miałam nadzieję , że już nigdy cię nie zobaczę. Spadaj do tatusia i mamusi, daj mi spokój
- Granger nie denerwuj mnie. Właśnie stoczyłem bitwę o swoje życie. Uwolniłem się od ojca który już wymyślał jak pozbyć się Pottera i podbić świat czarodziei. Odszedłem od mojej rodziny, porzuciłem ich by zacząć żyć swoim życiem w końcu, teraz wszystko będzie tak jak wtedy.
- Nie Draco, nic już nie będzie tak jak wtedy. Wszystko się zmienia , tam w zamku leżą ludzie którzy opuścili swoje rodziny, odeszli w  imię dobra. Tonks i Lupin na przykład, Draco oni osierocili swoje dziecko. Małego Tedda, zginał Fred, Levander i wielu innych. W tym twoi dwaj kumple. Zginęli walcząc … - jej głos się załamał a po policzkach poleciały kolejne łzy, oparła czoło o jego ramie i zacisnęła dłonie na białej koszuli
- Może nie będzie tak jak wtedy, ale będzie dobrze Granger. Obiecuję ci to że będzie dobrze, to co było wróci – powoli złapał ją za brodę i delikatnie uniósł jej głowę. Spojrzał w jej czekoladowe oczy , delikatnie przesuwając kciukiem po jej brodzie, czekał na sygnał że może, zawsze to robił. Zawsze czekał by doprowadzić ją do furii. Uwielbiał, gdy sama brała to co chciała, ale teraz nie chciał czekać. Powoli pocałował ją, nie spiesząc się by delektować się smakiem jej ust , za którymi tęsknił, których mu brakowało.  Powoli zsunął palce na jej szyje, a potem na kark na czuły punkt. Jej ciało przylgnęło do niego, a dłonie zacisnęły się jeszcze bardziej na koszuli. Odwzajemniła pocałunek, pogłębiając go. Tak jak on tęskniła za jego ustami za jego dotykiem za całym nim. Mimo tego że 90 % czasu spędzali na wyzwiskach, awanturach i dogryzaniu sobie, cholernie za nim tęskniła. Ponad rok nie mieli ze sobą cielesnego kontaktu, żyli w celibacie i walczyli, pokonywali swoje słabości. Walczyli o niepewną przyszłość. Teraz nie potrafili odsunąć się od siebie, wszystkie skumulowane emocje wybuchły. Pocałunek przybierał na pasji, nie był już delikatny, oboje walczyli o dominacje. Języki plątały się ze sobą, dłonie obojgu błądziły po ciałach chcąc nadrobić ten rok. Brunetka drżącymi dłońmi odpinała guziki od jego koszuli a po chwili zrzuciła ją , on nie pozostał dłużny jej koszulka wylądowała obok jego koszuli. Oderwali się od siebie dysząc , w stalowych oczach widać było podniecenie.
- Nie możemy.. nie tutaj Malfoy
- Kiedyś ci to nie przeszkadzało Granger- mruknął uśmiechając się pierwszy raz od roku i przyciągnął ją do siebie jeszcze bardziej, złapał mocniej w talii i za chwile ich nie było. W miejscu  gdzie stali została tylko koszula i bluzka. 

Uśmiechnął się na samo wspomnienie o tym. Tamten dzień zmienił naprawdę wszystko, tego dnia był jednocześnie cholernie szczęśliwy  i wściekły, szczęśliwy bo jego życie miało wrócić na odpowiednie tory, tak przynajmniej sądził , a wściekły bo Granger wtedy zniknęła. Bo gorącym, pełnym emocji seksie zniknęła zostawiając tylko karteczkę „ Malfoy było wspaniale , ale muszę odejść. Do zobaczenia w lipcu na urodzinach Harry’ego. Wiem, że tam będziesz. Granger „ . Cicho prychnął na samo wspomnienie. Myślała że uda jej się odejść, że wystarczy mu tylko co roczne spotkania a potem nic. Tamtego dnia obiecał sobie , że pewnego dnia nie pozwoli jej odejść zniknąć i dotrzymał tej obietnicy.
-Longbottom radzę Ci zabrać ręce z ramienia Granger  bo inaczej nie ręczę  za siebie – brunetka i siedzący obok niej brunet odwrócili się, a po chwili zaczęli się śmiać wstając z kamiennej ławki.
- Do zobaczenia Hermiono, następnym razem dostarczę ci wszystko co będziesz potrzebować. Wybieram się w wakacje na kilka wypraw i zdobędę nowe zioła
- Jesteś wspaniały Neville, będę ci ogromnie wdzięczna. Moje zapasy szybko się ostatnio zmniejszają – brunetka zaśmiała się perliście pokazując ruchem głowy blondyna i pocałowała przyjaciela w policzek – Do zobaczenia profesorze Longbottom, musimy się w końcu zgrać by wspólnie pójść na Ognistą , tak jak kiedyś
 Neville zaśmiał się po czym kiwnął głową do Dracona i odszedł zostawiając ich samych, zatrzymał się przy dziedzińcu i odwrócił patrząc na zakochanych. Cicho się zaśmiał cały czas niedowierzając , że ci dwoje, kiedyś najgorsi wrogowie teraz całują się i nie mogą oderwać się od siebie. Pokiwał lekko głową i po chwili zniknął w tłumie.
- Malfoy wiesz co ? – mruknęła cicho brunetka po krótkim pocałunku , widząc jego wzrok dokończyła powoli – Jeszcze raz nazwiesz mnie Granger to znowu  będę się ukrywać , a widzieć mnie będziesz raz na 5 lat .
- Ale co ci nie pasuje Granger ? – uśmiechnął się pod nosem i obejmował ją w talii powoli zsuwając dłonie na jej pośladki
- To, że od kilku tygodni jestem panią Malfoy a nie Granger. Ale jak tam bardzo chcesz bym była Granger to składam wniosek o roz….. AAAAAAAA !!!!!!! Malfoy ! – jej  pisk usłyszeli wszyscy i spojrzeli w tamtą stronę. Młody Malfoy kręcił się wokół siebie trzymając swoją żonę. Oboje śmiali się głośno, a od nich biła prawdziwa miłość.  

____________________________
Prolog, mały wstęp, nie wiem tak na prawdę jak to nazwać. Ale napisałam , czy jestem z niego dumna ? Jestem do siebie bardzo krytyczna, więc na pierwszy rzut oka nie jestem z niego zadowolona. Jednak czytając go kilka razy, jestem z siebie dumna. 
Mam nadzieję, że wam też przypadnie do gustu i będziecie tutaj zaglądać :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz