Następne dni nie należały do najłatwiejszych, szczególnie
dla Harry’ego , Blaise’a i George’a. Każdy z nich miał piekło w domu. Blaise za
kare miał sam zajmować się księgarniami, urlop w pracy poświęcał na prace na
korzyść kolegi. Astoria nasyłała do księgarń klientów aby miał bardzo dużo roboty.
Była na niego zła, za to do jakiego stanu się doprowadził. Harry wylądował w
najdalej oddalonej sypialni, obiady dostawałam przypalone, przesolone albo w
ogóle ich nie dostawał. Ginny nie odzywała się do niego w ogóle, a każda próba dotknięcia
jej kończyła się uderzeniem w bolący bark. Ron’owi także się dostawało, przy
każdej wizycie w domu Harry’ego został wyzywany od debili, idiotów,
nieodpowiedzialnych smarkaczy. Rudowłosa nie była dla nich miła, gnębiła ich
przy każdej okazji. Mieli z nią piekło. Jednak to George miał najgorzej, Pansy
wyprowadziła się z domu z dziewczynkami
do Pani Weasley. Powiedziała jej co wyprawili jej synowie i przyszły
zięć. George musiał długo przepraszać Pansy ale i własną matkę. W końcu udało
mu się namówić swoją żoną do powrotu do domu, obiecał zajmować się córkami.
Wziął wszystkie obowiązki na siebie. Pansy miała czas by odpoczywać i
relaksować się. Już pierwszego dnia wybrała się na zakupy razem z Ginny,
spędziły na nich kilka godzin. Potem udały się na obiad.
- Jak George się spisuje ? Daje rade nad opieką nad
dziewczynkami ?
- Dobrze, bacznie go obserwuje. Czasami ma problemy gdy obie
płaczą. Ale po chwili jakoś daje rade i je uspokaja. W końcu też zaczął
gotować, bo do tej pory robiła to jego mama albo ja. A obiad w jego wykonaniu
to było kupienie czegoś gotowego. A jak Harry i Ron ? Wczoraj byli u nas i
skarżyli się oboje, że nie odpuszczasz im. Ron stwierdził, że cię zgłosi za
znęcanie się nad nimi. Ale George powiedział, że nawet nie wezmą tego pod uwagę
bo jesteś w ciąży i twoje hormony wariują.
- Tak ? Chcą mnie zgłosić? Niech się mama dowie, zobaczymy
gdzie będzie chciał się zatrzymać jak go wyrzuci z domu. Zastanawiam się, jaką
karę Malfoy by dostał od Hermiony gdyby byli tutaj i on poszedłby z nimi.
- Wiesz co .. Obawiam się, że seksu nie miałby przez kilka
miesięcy i pewnego dnia byśmy zastali go skamieniałego bo wzrok Hermiony by
zmienił go w kamień – zaśmiała się wesoło i zjadła trochę sałatki
- Obawiam się że masz rację. Na pewno by został zamieniony z
kamień. Albo by go udusiła, przywróciła do życia i znowu udusiła – rudowłosa
cicho się śmiała i jadła powoli obiad z uśmiechem.
- Ale gdzieś zniknęli i nie ma ich.
- Im też się dostanie, niech tylko wrócą do domu. Oj dam im
popalić
- Myślę że Blaise będzie pierwszy. Jest pierwszy raz tak na
niego zły, nie chodzi o to że zostawił mu do opieki księgarnie bo on to lubi.
Ale chodzi o fakt że nie powiedział gdzie jadą, bo gdyby coś się działo to nie
wiedziałby gdzie ma napisać czy jechać. Zachował się jak niedojrzały szczeniak
- Ale jest jeszcze Hermiona, ona też się okropnie zachowała.
Powinna być rozsądniejsza od niego, i dać znać że żyją, mają się dobrze i gdzie
są. Chociaż nie dziwie im się, Dafne dała im popalić.
- Może masz racje, ale to i tak nie usprawiedliwia ich
zachowanie Ginny
- Tak wiem, ale jeszcze znajdziemy sposób by ich ukarać.
- Dokładnie, nie ma tak łatwo. Gdyby nie to, że nieznoszę
Skeeter tak bardzo to bym wysłała jej kilka anonimowych informacji o tej
dwójce. Napisałabym takie rzeczy, że po powrocie nie mieliby spokoju.
- Nie wiedziałam, że jesteś aż tak okrutna Ginny
- Bo trzeba się dobrze ukrywać. Nie można odkryć wszystkiego
od razu
- Dobrze mówisz, bo potem już nie jest tak ciekawie.
Jadły obiad rozmawiając o wszystkim, o dzieciach, o
facetach. Plotkowały. Spędzały czas jakby przyjaźniły się od dawna. Rozstały
się po kilku długich godzinach, każda udała się do swojego domu, swoich
problemów. Dziwny był tylko jeden fakt, obie spędziły wieczór w ten sam sposób.
W fotelu, przy kominku z tą samą
książką. Każda w swoim domu. Tak jakby były bliźniaczkami. Robiły dokładnie to
samo w tej samej chwili.
Blaise wrócił wykończony, praca w księgarni nie była taka
łatwa. Miał tylu klientów, że w połowie dnia zapomniał jak się nazywa. Wszedł
do swojego rodzinnego domu i od razu pozbył się płaszcza i butów. Udał się do
kuchni, musiał coś zjeść, bo zaraz jego żołądek zjadłby się sam. Wyjął z
lodówki zapiekankę i wstawił ją do
mikrofali by podgrzać ja. Mugole może i byli dziwni, ale bardzo pomysłowi.
Wymyślali dużo ciekawych i pożytecznych rzeczy. Zrobił sobie herbaty i czekał
na obiad. Miał plan zjeść a potem pójść do Astorii. Chciał z nią porozmawiać ,
po raz już setny , i prosić o wybaczenie. Żałował tego co zrobił z chłopakami i
miał dosyć swojej kary. Jak tylko usłyszał pikanie mikrofali otworzył drzwi i
chwycił talerz. Przeklął głośno upuszczając talerze, jednak od nie rozpadł się
na podłodze.
- Nie wiedziałam że jesteś takim pierdołą Blaise. Nie wiesz,
że rzeczy z mikrofali są gorące ? Trzeba je wyjmować przy użyciu rękawic
- Myślalem o tobie i zapomniałem o wszystkim. Tak na mnie
działasz – powiedział i wziął przez ścierkę talerz i postawił go na blacie
stołu – Astoria wiem że się powtarzam, ale jest mi głupio. Jest mi strasznie
głupio przez to jak się zachowałem. Przez to co zrobiłem. Nie powinien tak się
upijać, ale poszliśmy się przejść i tak rozmawialiśmy i jakoś wyszło. Proszę
wybacz mi
- Blaise.. Po to przyszłam. Już mi trochę głupio. Chciałam
być solidarna z dziewczynami , ale już za dużo wycierpiałeś. Nie powinnam być
też tak bardzo zła. Masz prawo się bawić i korzystać z życia, tak naprawdę nie
powinnam w ogóle robić ci awantury
- Nie rozumiem co chcesz przez to powiedzieć
- Blaise my nawet nie jesteśmy ze sobą , niby się spotykamy
ale czy obiecywaliśmy sobie coś ? Nie, nigdy nie padły z naszych ust
deklaracje. Nie powinnam była ci robić tych awantur
- Ale Astoria, to że nie obiecywaliśmy sobie czegoś to nie
znaczy, że nie miałaś prawda. Miałaś duże prawo się wściekać na mnie.
- Nie miałam, nie jesteśmy razem.
- Astoria a chcesz tego ? Mówiłaś, że nie chcesz na razie
się wiązać to nie zaczynałem tego tematu. Chciałem dać ci czas
- Bo taka była prawda. Nie chciałam związku, ale teraz ..
Coś się zmieniło. Chciałabym powiedzieć że idę do mojego chłopaka, a nie że idę
do Blaise. Chciałabym pójść na randkę nie z Blaisem, ale z moim chłopakiem.
Chciałabym, żebyś w jakiś sposób był mój, należał do mnie .. Nie chce już mówić
o tobie jako o zwykłym chłopaku, chce byś był moim chłopakiem ..
- Czemu mi o tym nie powiedziałaś ?
- Wiesz jakby to zabrzmiało ? Jakbym błagała byś ze mną był
Blaise .. Nie umiem mówić o tym co chciałabym. Nie wychodzi mi to - powiedziała cicho i spuściła wzrok. Źle się
czuła z tym co mówiła, bo nigdy nie chciała prosić o coś.
- Astoria, jak miałbym coś zmienić jakbym nie wiedział czego
chcesz ? – podszedł do niej i delikatnie pogłaskał ją po policzku. Pocałował ją
w czoło i objął w talii – Kochanie no powiedz mi jak ? Czekałem aż będziesz
gotowa bo nie chciałem nic na tobie wymuszać
- Blaise
Stali tak przez kilka minut, on przytulał ją a ona jego. Nie
rozmawiali już tylko stali. Pierwszy ruch wykonał on. Wziął ją na ręce,
przytulił do siebie mocniej i poszedł do swojej sypialni. Usiadł z nia na łóżku
i pocałował ją w szyje cicho szepcząc „ Kocham cię głuptasie i pragnę z tobą
być”. Nie minęła chwila a na policzku poczuł łzy blondynki, starł je delikatnie
i położył się na łóżku ciągnąc na siebie. Tulił ją do siebie i cicho mówił jej
jak bardzo mu na niej zależy , jak bardzo ją kocha.
- „ Każdy kogoś ma, Harry ma Ginny, George ma Pansy i
dziewczynki, Astoria ma Zabniego,
Hermiona ma Dracona . Nawet Luna się z kimś widuje, Neville tak samo.
Coś mi się wydaje, że spotykają się ze sobą.. Muszę się tego dowiedzieć „ –
takie myśli przeszły przez głowę Ronalda, w czasie gdy siedział w jednym z
podejrzanych pubów i pił jakieś obrzydliwe piwo. Mugolski alkohol nie był tak
dobry jak czarodziejski. Niby tworzone z podobnych rzeczy, ale czymś się
różniły. Czekał tutaj na swój kontakt, miał zdobyć kilka informacji o
śmierciożercach. Tak przynajmniej było w liście który dostał. Rozglądał się
obojętnie po pomieszczeniu i skrzywił się widząc jak jakaś farbowana blondynka
rzyga w kącie sali, a następnie jest ciągnięta do kibla przez jakiegoś gościa.
Domyślał się po co, facet miał ochotę pobzykać . Nie ważne było dla niego to,
że laska była ledwo przytomna. Musiał ją mieć i tyle. Powinien jej pomóc, ale
nie miał na to ochoty. Po co znowu miałby mieć do czynienia z mugolską policją
? A po za tym nie widział w tym sensu. Laska sama prowokowała i gdyby nie to że
bał się choroby mugolskiej to też by ją zaliczył. Spojrzał w stronę drzwi i
przyjrzał się zakapturzonej postaci, schludnie ubrana. Obcisłe skórzane
spodnie, długie kozaki , szary płaszcz z kapturem, spod którego wystawały blond
loki. Widział jak się rozgląda, a gdy spojrzała w jego stronę zdziwił się. Nie
spodziewał się spotkania właśnie z nią . Gdy podeszła nogą odsunął krzesło by
usiadła i oparł się wygodnie o swoje oparcie – Nie ciebie się tutaj
spodziewałem
- No widzisz .. lubię robić niespodzianki
- Co to za ważne rzeczy masz mi do przekazania i czego
chcesz w zamian
- Informacji nie mam żadnych, chce tylko pomocy Weasley
- Siedzę tutaj od prawie dwóch godzin i czekam na ciebie, a
ty przychodzisz i oświadczasz że nie masz dla mnie nic tylko chcesz pomocy ?
- Przestań zachowywać się jak baba. Dałeś się nabrać,
pomożesz mi czy nie ?
- Pomogę, ale co z tego będę miał ?
- Dużo Weasley, nawet więcej niż się spodziewasz . Zyskasz
pieniądze i jak dobrze to rozegrasz to i miłość. Wiem że tego pragniesz.
Pragniesz pieniędzy, masz je teraz ale wiem że ci mało. Chcesz mieć ich dużo.
Chcesz być najlepszy i dodatkowo chcesz mieć ją. A ja sprawie , że będziesz
mieć obie rzeczy. Zgódź się Weasley . Co ci szkodzi
- W sumie nie mam nic do stracenia, wchodzę w to. Co mam
zrobić ?
- Omówimy to u mnie .. Zapraszam na dobrego drinka i …. śniadanie – uśmiechnęła się patrząc mu
głęboko w oczy. Wiedziała, że nie musi nic więcej robić. Gdy wstał, wstała i
ona, ruszyła do drzwi pierwsza kręcąc biodrami by go jeszcze bardziej uwieść.
Na zewnątrz poszli do zaułka i zniknęli razem.
Niedziela, to jedyny dzień w którym każdy miał wolne. W
Ministerstwie wybrane osoby miały dyżury, tak jak w wydawnictwie Luny, a
księgarnie były po prostu zamknięte. Od incydentu który się wydarzył, minęły
już dwa tygodnie. Wszystko wracało do normy, a mężczyźni uzyskali wybaczenie. Mimo tego i tak robili
wszystko tak aby nie zdenerwować kobiet. Siedzieli wspólnie w domu Harry’ego i
Ginny, jedli obiad i głośno rozmawiali. Śmiali się i wspominali zabawne
sytuacje z ostatnich tygodni.
- Ej bądźcie cicho na chwile – Blaise podniósł się z krzesła
i stuknął nożem w kieliszek, wszyscy spojrzeli na niego i zamilkli –
Posłuchajcie, za tydzień są święta. Wpadłem na pomysł, aby dzień wcześniej
zrobić sobie taka Wigilię dla nas. Wiem, że Luna wyjeżdża w Wigilie, my z
Astorią także. Fajnie by było spotkać się w takim gronie jeszcze przed
świętami. Potem dopiero w Sylwestra się zobaczymy, albo po Nowym Roku.
- W sumie to nie taki zły pomysł, spotkamy się i złożymy
sobie życzenia. My z Georgem po Wigilii u państwa Weasley jedziemy do mojej
babci – powiedziała Pansy i tuliła do siebie jedną z córeczek.
- Zrobimy tutaj, jest dużo miejsca. Będziecie mogli się przespać i stąd wyruszyć.
Razem przygotujemy posiłek. Będzie tak rodzinnie – powiedziała Ginny i już
zaczęła szukać zeszytu w którym chciała zrobić liste zakupów. Powstrzymał ją czarnowłosy
przyciągając na swoje kolana i pocałował
ją.
- Gorzko gorzko – powiedział George wyczarowując jemiołę nad
nimi, cicho się śmiał i siedział tak tuląc swoją córkę – Zobacz maleńka jak
wujek kocha ciocie. Zaraz ciocia
zemdleje z braku powietrza
Po obiedzie Ron wyszedł, miał coś do załatwienie. Każdy był
zdziwiony jego zachowaniem. Ostatnio zachowywał się podejrzanie. Był jakiś
tajemniczy, Harry tłumaczył to pracą. Mieli ślad kilku niebezpiecznych
złoczyńców. Harry, Blaise i George udali się do drugiego salonu razem z
dziewczynkami. Rozmawiali o zbliżających się rozgrywkach Quidditcha. Dyskusja
była gorąca, każdy bronił swojej ulubionej drużyny i gracza. Obstawiali wyniki
najbliższych meczy. Z ich kont ubyło sporo galeonów. Rozmawiali nie tylko o tym
, zaczęli temat świąt, prezentów i zeszli na temat Hermiony i Dracona.
- Posłuchajcie. To już nie jest zabawne. Mieli zniknąć na dwa tygodnie. Powinni zjawić się tutaj 3
dni temu
- Wiem George, podsunąłem pewien pomysł twojemu braciszkowi.
Niestety, Katie Bell nie jest głupia i nie udało mu się wyciągnąć od niej
informacji o tym gdzie się ostatnio teleportowali – mruknął Blaise a potem
skupił swoją uwagę na swoją przyszłą
chrześniaczkę
- A co ty mu podpowiadałeś ? – mruknął Potter bawiąc się
swoją różdżką
- Żeby uwiódł Katie, dał jej kwiaty zaprosił na kolacje. To
prawie zawsze działa, jednak nie na mądre kobiety. Jak widać ona do nich
należy
- Jutro napiszę wniosek o udostępnienie informacji o nich.
To jest niepokojące, nawet w Proroku zaczynają zastanawiać się o co chodzi.
Ludzie zaczynają wierzyć w to co pisze Skeeter.
- Niech oni tylko się pojawią, a skrzywdzę ich. Obiję gębę
Malfoy’owi, a Granger .. nią niech zajmą się dziewczyny – mruknął cicho i
położył Lucy do jednej z kołysek i podszedł do barku. Spojrzał na George’a który położył Kornelię do drugiej kołyski. Chciał
coś dodać, już otwierał usta by coś powiedzieć. Jednak nie zdążył. Pisk który rozległ się po domu
spowodował, że cała trójka zbiegła do salonu na dole. Wpadli do pomieszczenia i
zamarli. Na środku stała zaginiona dwójka. Szczęśliwi, uśmiechnięci od ucha do
ucha. Hermiona opalona , Draco niestety cały czas był blady.
- No cześć, a co wy macie takie miny jakbyście duchy
zobaczyli ? – powiedziała rozbawiona Hermiona i podeszła do przyjaciółek –
Wiem, przepraszam że się nie odzywaliśmy ale on mi zabierał pióro jak tylko
chciałam coś napisać. Tak dobrze was widzieć – powiedziała i przywitała się z
każdą z nich. – Tak za wami tęskniłam. Jak wy się zmieniłyście. Ginny jak się
czujesz ?
- Już lepiej, w końcu wiem że żyjecie. Hermiono nie
powinniście tak znikać ! Tak nie można ! Wiesz jak się martwiliśmy o was ?
Jesteście idiotami no..
- Malfoy , w końcu wróciłeś – Blaise uśmiechnął się szeroko
i minął Harry’ego i George podchodząc do przyjaciela. Miał wyciągnięte ręce do
niego, a gdy Malfoy zrobił to samo przywalił mu w twarz , z pięści
- ZABINI ! – krzyk siedmiu osób nagle rozległ się po pokoju.
Hermiona szybko pojawiła się przy ukochanym i wyciągnęła z torebki paczkę chusteczek
przykładając je do rozwalonego nosa. Pomogła mu usiąść i wycierała krew
cieknącą z jego nosa. Luna szybko wyprowadziła Ginny która zbladła. Astoria
pobiegła po mokry ręcznik. Gdy wróciła przyłożyła go Draconowi do czoła.
- Co ci odbiło Blaise ? – powiedziała zdenerwowana Pansy
uderzajac go w ramię – Oszalałeś ?
- Ja wam mówiłem, że jak tylko się zjawi przywalę mu w nos .
Nikt mi nie wierzył. Sorry stary, ale należało ci się. Zniknąłeś i nie dawałeś
znaku życia. Powinniście napisać chociaż małą karteczkę „ Jesteśmy bezpieczni,
żyjemy. Damy znać jak wrócimy”. Tylko tyle i byśmy byli spokojni
- Nie wiedziałem, że aż tak będziecie się martwić.
Powiedzieliśmy że wyjeżdżamy. Skąd miałem wiedzieć, że tak będzie – mruknął
ledwie wyraźnie i siedział tak z chusteczkami w nosie i recznikiem na głowie –
Ale boli .. Jasna cholera, ale masz prawy sierpowy. Lepszy od Hermiony ..
- Dziwne by było gdybym był gorszy, jestem facetem. I dobrze
że boli, miało boleć – prychnął cicho i stał opierając się o ścianę z
skrzyżowanymi rękoma na torsie – Jesteś idiotą
- Tak wiem .. Niech tylko ta cholerna krew przestanie lecieć
a pokaże ci czego się nauczyłem ..
Będziesz leżał i kwiczał z bólu
- Gdzie byliście tak w ogóle ? – zapytał Harry pomagając
wstać blondynowi i podstawił mu krzesło by usiadł
- Zaczęliśmy od Hawajów, potem zwiedziliśmy Chile i
Brazylie. Potem Kuba i Dominikana. Udaliśmy się potem do Azji, Indie i
Tajlandia . Potem trochę zwiedziliśmy Nową Zelandie i udaliśmy się do Kanady.
Chcieliśmy przyzwyczaić się do chłodu tutaj
- I tak trudno było się odezwać .. Oboje jesteście nie
poważni
- Harry już dosyć. Wiem, źle zrobiliśmy. Powinniśmy napisać
dać znać, gdzie jesteśmy i czy żyjemy. Zawaliliśmy, ale musieliśmy to zrobić.
Musieliśmy wyjechać. Nie znacie całej prawdy, zna ją tylko Blaise. Miałam układ
z matką Dracona, miałam zniknąć. Dlatego nie mogłam się z nim widywać, dlatego
nie utrzymywałam z nim kontaktu. Było w tym kilka reguł. Stało się tak, że
możemy się widywać. Spędzaliśmy ze sobą każdą chwile. Wy mieliście się na co
dzień. A my tyle lat się nie wiedzieliśmy. Potem te zdjęcia .. Znowu się nie
widzieliśmy. Chcieliśmy się odciąć od tego wszystkiego. Zdjęcia , artykuły,
tego było już za dużo. Źle zrobiliśmy, zrozumieliśmy swój błąd. Draco nawet
poczuł. Przepraszamy, jest nam przykro. Zachowaliśmy się jak dzieci.
Przepraszamy, zrozumcie nas i wybaczcie. Chcieliśmy zapomnieć o tym wszystkim
co tu się działo.
- Hermiono, rozumiemy naprawdę. Ale bardzo się o was
martwiliśmy. Nie wiedziliśmy co się z wami dzieje – Ginny weszła do pokoju i
podeszła do nich przytulając przyjaciółkę – Wybaczamy wam, ale już tam nie
róbcie. Rozumiesz ? Malfoy błagam odwróć się, bo nie mogę znieść widoku twojej
zakrwawionej buźki – mruknęła cicho zakrywając całą twarz blondyna ręcznikiem.
Resztę wieczoru spędzili na wysłuchaniu przygód jakie mieli
w czasie podróży po świecie, o tym jak uciekali przed poszukiwaczami złota w
Ameryce, ucieczce z kasyna w Bangkoku , o tym zgubili się z Nowej Zelandii i
wiele innych historii. Tych bezpiecznych i mniej bezpiecznych. Około północy,
dopiero wtedy się rozstali. Blaise z Astorią poszli do niego, Luna wróciła do
siebie. Hermiona z Draconem postanowili
, po krótkiej awanturze , pójść do niego. W domu Harry'ego zostali tylko Weasley'e z dziećmi.
Hermiona weszła do sypialni z łazienki i usiadła obok Dracona i podała mu szczotkę
- Wolę palcami - uśmiechnął się i pociągnął ją na łóżko, przeczesywał palcami jej włosy - Nie spodziewałem się że tak zareagują na nasz powrót
- Byli źli Draco. Mówiłam ci żeby do nich napisać. Wtedy byś nie oberwał w nos
- No wiem . Żałuję. Powinienem ci pozwolić to zrobić. Ale trudno. Pocierpię trochę, ale już nie boli po twoim eliksirze.
- Mój dzielny chłopak . Ale wystraszyłam się gdy cię walnął. Nie spodziewałam się tego . Chyba nikt się nie spodziewał
- Ja też się zdziwiłem. Nigdy mnie nie uderzył. Oddam mu kiedyś
- tak tak Draco. Nie wierzę ci . Nie oddasz mu - cicho ziewnęła i wtuliła się w poduszkę zasypiając powoli. Uwielbiała gdy on bawił się jej włosami uspokajają się i zasypiała.