środa, 1 lutego 2017

#7 Co ci odbiło Blaise ?


Następne dni nie należały do najłatwiejszych, szczególnie dla Harry’ego , Blaise’a i George’a. Każdy z nich miał piekło w domu. Blaise za kare miał sam zajmować się księgarniami, urlop w pracy poświęcał na prace na korzyść kolegi. Astoria nasyłała do księgarń klientów aby miał bardzo dużo roboty. Była na niego zła, za to do jakiego stanu się doprowadził. Harry wylądował w najdalej oddalonej sypialni, obiady dostawałam przypalone, przesolone albo w ogóle ich nie dostawał. Ginny nie odzywała się do niego w ogóle, a każda próba dotknięcia jej kończyła się uderzeniem w bolący bark. Ron’owi także się dostawało, przy każdej wizycie w domu Harry’ego został wyzywany od debili, idiotów, nieodpowiedzialnych smarkaczy. Rudowłosa nie była dla nich miła, gnębiła ich przy każdej okazji. Mieli z nią piekło. Jednak to George miał najgorzej, Pansy wyprowadziła się z domu z dziewczynkami  do Pani Weasley. Powiedziała jej co wyprawili jej synowie i przyszły zięć. George musiał długo przepraszać Pansy ale i własną matkę. W końcu udało mu się namówić swoją żoną do powrotu do domu, obiecał zajmować się córkami. Wziął wszystkie obowiązki na siebie. Pansy miała czas by odpoczywać i relaksować się. Już pierwszego dnia wybrała się na zakupy razem z Ginny, spędziły na nich kilka godzin. Potem udały się na obiad.
- Jak George się spisuje ? Daje rade nad opieką nad dziewczynkami ?
- Dobrze, bacznie go obserwuje. Czasami ma problemy gdy obie płaczą. Ale po chwili jakoś daje rade i je uspokaja. W końcu też zaczął gotować, bo do tej pory robiła to jego mama albo ja. A obiad w jego wykonaniu to było kupienie czegoś gotowego. A jak Harry i Ron ? Wczoraj byli u nas i skarżyli się oboje, że nie odpuszczasz im. Ron stwierdził, że cię zgłosi za znęcanie się nad nimi. Ale George powiedział, że nawet nie wezmą tego pod uwagę bo jesteś w ciąży i twoje hormony wariują.
- Tak ? Chcą mnie zgłosić? Niech się mama dowie, zobaczymy gdzie będzie chciał się zatrzymać jak go wyrzuci z domu. Zastanawiam się, jaką karę Malfoy by dostał od Hermiony gdyby byli tutaj i on poszedłby z nimi.
- Wiesz co .. Obawiam się, że seksu nie miałby przez kilka miesięcy i pewnego dnia byśmy zastali go skamieniałego bo wzrok Hermiony by zmienił go w kamień – zaśmiała się wesoło i zjadła trochę sałatki
- Obawiam się że masz rację. Na pewno by został zamieniony z kamień. Albo by go udusiła, przywróciła do życia i znowu udusiła – rudowłosa cicho się śmiała i jadła powoli obiad z uśmiechem.
- Ale gdzieś zniknęli i nie ma ich.
- Im też się dostanie, niech tylko wrócą do domu. Oj dam im popalić
- Myślę że Blaise będzie pierwszy. Jest pierwszy raz tak na niego zły, nie chodzi o to że zostawił mu do opieki księgarnie bo on to lubi. Ale chodzi o fakt że nie powiedział gdzie jadą, bo gdyby coś się działo to nie wiedziałby gdzie ma napisać czy jechać. Zachował się jak niedojrzały szczeniak
- Ale jest jeszcze Hermiona, ona też się okropnie zachowała. Powinna być rozsądniejsza od niego, i dać znać że żyją, mają się dobrze i gdzie są. Chociaż nie dziwie im się, Dafne dała im popalić.
- Może masz racje, ale to i tak nie usprawiedliwia ich zachowanie Ginny
- Tak wiem, ale jeszcze znajdziemy sposób by ich ukarać.
- Dokładnie, nie ma tak łatwo. Gdyby nie to, że nieznoszę Skeeter tak bardzo to bym wysłała jej kilka anonimowych informacji o tej dwójce. Napisałabym takie rzeczy, że po powrocie nie mieliby spokoju.
- Nie wiedziałam, że jesteś aż tak okrutna Ginny
- Bo trzeba się dobrze ukrywać. Nie można odkryć wszystkiego od razu
- Dobrze mówisz, bo potem już nie jest tak ciekawie.
Jadły obiad rozmawiając o wszystkim, o dzieciach, o facetach. Plotkowały. Spędzały czas jakby przyjaźniły się od dawna. Rozstały się po kilku długich godzinach, każda udała się do swojego domu, swoich problemów. Dziwny był tylko jeden fakt, obie spędziły wieczór w ten sam sposób. W  fotelu, przy kominku z tą samą książką. Każda w swoim domu. Tak jakby były bliźniaczkami. Robiły dokładnie to samo w tej samej chwili.

Blaise wrócił wykończony, praca w księgarni nie była taka łatwa. Miał tylu klientów, że w połowie dnia zapomniał jak się nazywa. Wszedł do swojego rodzinnego domu i od razu pozbył się płaszcza i butów. Udał się do kuchni, musiał coś zjeść, bo zaraz jego żołądek zjadłby się sam. Wyjął z lodówki zapiekankę i  wstawił ją do mikrofali by podgrzać ja. Mugole może i byli dziwni, ale bardzo pomysłowi. Wymyślali dużo ciekawych i pożytecznych rzeczy. Zrobił sobie herbaty i czekał na obiad. Miał plan zjeść a potem pójść do Astorii. Chciał z nią porozmawiać , po raz już setny , i prosić o wybaczenie. Żałował tego co zrobił z chłopakami i miał dosyć swojej kary. Jak tylko usłyszał pikanie mikrofali otworzył drzwi i chwycił talerz. Przeklął głośno upuszczając talerze, jednak od nie rozpadł się na podłodze.
- Nie wiedziałam że jesteś takim pierdołą Blaise. Nie wiesz, że rzeczy z mikrofali są gorące ? Trzeba je wyjmować przy użyciu rękawic
- Myślalem o tobie i zapomniałem o wszystkim. Tak na mnie działasz – powiedział i wziął przez ścierkę talerz i postawił go na blacie stołu – Astoria wiem że się powtarzam, ale jest mi głupio. Jest mi strasznie głupio przez to jak się zachowałem. Przez to co zrobiłem. Nie powinien tak się upijać, ale poszliśmy się przejść i tak rozmawialiśmy i jakoś wyszło. Proszę wybacz mi
- Blaise.. Po to przyszłam. Już mi trochę głupio. Chciałam być solidarna z dziewczynami , ale już za dużo wycierpiałeś. Nie powinnam być też tak bardzo zła. Masz prawo się bawić i korzystać z życia, tak naprawdę nie powinnam w ogóle robić ci awantury
- Nie rozumiem co chcesz przez to powiedzieć
- Blaise my nawet nie jesteśmy ze sobą , niby się spotykamy ale czy obiecywaliśmy sobie coś ? Nie, nigdy nie padły z naszych ust deklaracje. Nie powinnam była ci robić tych awantur
- Ale Astoria, to że nie obiecywaliśmy sobie czegoś to nie znaczy, że nie miałaś prawda. Miałaś duże prawo się wściekać na mnie.
- Nie miałam, nie jesteśmy razem.
- Astoria a chcesz tego ? Mówiłaś, że nie chcesz na razie się wiązać to nie zaczynałem tego tematu. Chciałem dać ci czas
- Bo taka była prawda. Nie chciałam związku, ale teraz .. Coś się zmieniło. Chciałabym powiedzieć że idę do mojego chłopaka, a nie że idę do Blaise. Chciałabym pójść na randkę nie z Blaisem, ale z moim chłopakiem. Chciałabym, żebyś w jakiś sposób był mój, należał do mnie .. Nie chce już mówić o tobie jako o zwykłym chłopaku, chce byś był moim chłopakiem ..
- Czemu mi o tym nie powiedziałaś ?
- Wiesz jakby to zabrzmiało ? Jakbym błagała byś ze mną był Blaise .. Nie umiem mówić o tym co chciałabym. Nie wychodzi mi to  - powiedziała cicho i spuściła wzrok. Źle się czuła z tym co mówiła, bo nigdy nie chciała prosić o coś.
- Astoria, jak miałbym coś zmienić jakbym nie wiedział czego chcesz ? – podszedł do niej i delikatnie pogłaskał ją po policzku. Pocałował ją w czoło i objął w talii – Kochanie no powiedz mi jak ? Czekałem aż będziesz gotowa bo nie chciałem nic na tobie wymuszać
- Blaise
Stali tak przez kilka minut, on przytulał ją a ona jego. Nie rozmawiali już tylko stali. Pierwszy ruch wykonał on. Wziął ją na ręce, przytulił do siebie mocniej i poszedł do swojej sypialni. Usiadł z nia na łóżku i pocałował ją w szyje cicho szepcząc „ Kocham cię głuptasie i pragnę z tobą być”. Nie minęła chwila a na policzku poczuł łzy blondynki, starł je delikatnie i położył się na łóżku ciągnąc na siebie. Tulił ją do siebie i cicho mówił jej jak bardzo mu na niej zależy , jak bardzo ją kocha.

- „ Każdy kogoś ma, Harry ma Ginny, George ma Pansy i dziewczynki, Astoria ma Zabniego,  Hermiona ma Dracona . Nawet Luna się z kimś widuje, Neville tak samo. Coś mi się wydaje, że spotykają się ze sobą.. Muszę się tego dowiedzieć „ – takie myśli przeszły przez głowę Ronalda, w czasie gdy siedział w jednym z podejrzanych pubów i pił jakieś obrzydliwe piwo. Mugolski alkohol nie był tak dobry jak czarodziejski. Niby tworzone z podobnych rzeczy, ale czymś się różniły. Czekał tutaj na swój kontakt, miał zdobyć kilka informacji o śmierciożercach. Tak przynajmniej było w liście który dostał. Rozglądał się obojętnie po pomieszczeniu i skrzywił się widząc jak jakaś farbowana blondynka rzyga w kącie sali, a następnie jest ciągnięta do kibla przez jakiegoś gościa. Domyślał się po co, facet miał ochotę pobzykać . Nie ważne było dla niego to, że laska była ledwo przytomna. Musiał ją mieć i tyle. Powinien jej pomóc, ale nie miał na to ochoty. Po co znowu miałby mieć do czynienia z mugolską policją ? A po za tym nie widział w tym sensu. Laska sama prowokowała i gdyby nie to że bał się choroby mugolskiej to też by ją zaliczył. Spojrzał w stronę drzwi i przyjrzał się zakapturzonej postaci, schludnie ubrana. Obcisłe skórzane spodnie, długie kozaki , szary płaszcz z kapturem, spod którego wystawały blond loki. Widział jak się rozgląda, a gdy spojrzała w jego stronę zdziwił się. Nie spodziewał się spotkania właśnie z nią . Gdy podeszła nogą odsunął krzesło by usiadła i oparł się wygodnie o swoje oparcie – Nie ciebie się tutaj spodziewałem
- No widzisz .. lubię robić niespodzianki
- Co to za ważne rzeczy masz mi do przekazania i czego chcesz w zamian
- Informacji nie mam żadnych, chce tylko pomocy Weasley
- Siedzę tutaj od prawie dwóch godzin i czekam na ciebie, a ty przychodzisz i oświadczasz że nie masz dla mnie nic tylko chcesz pomocy ?
- Przestań zachowywać się jak baba. Dałeś się nabrać, pomożesz mi czy nie ?
- Pomogę, ale co z tego będę miał ?
- Dużo Weasley, nawet więcej niż się spodziewasz . Zyskasz pieniądze i jak dobrze to rozegrasz to i miłość. Wiem że tego pragniesz. Pragniesz pieniędzy, masz je teraz ale wiem że ci mało. Chcesz mieć ich dużo. Chcesz być najlepszy i dodatkowo chcesz mieć ją. A ja sprawie , że będziesz mieć obie rzeczy. Zgódź się Weasley . Co ci szkodzi
- W sumie nie mam nic do stracenia, wchodzę w to. Co mam zrobić ?
- Omówimy to u mnie .. Zapraszam na dobrego drinka i ….  śniadanie – uśmiechnęła się patrząc mu głęboko w oczy. Wiedziała, że nie musi nic więcej robić. Gdy wstał, wstała i ona, ruszyła do drzwi pierwsza kręcąc biodrami by go jeszcze bardziej uwieść. Na zewnątrz poszli do zaułka i zniknęli razem.


Niedziela, to jedyny dzień w którym każdy miał wolne. W Ministerstwie wybrane osoby miały dyżury, tak jak w wydawnictwie Luny, a księgarnie były po prostu zamknięte. Od incydentu który się wydarzył, minęły już dwa tygodnie. Wszystko wracało do normy, a mężczyźni  uzyskali wybaczenie. Mimo tego i tak robili wszystko tak aby nie zdenerwować kobiet. Siedzieli wspólnie w domu Harry’ego i Ginny, jedli obiad i głośno rozmawiali. Śmiali się i wspominali zabawne sytuacje z ostatnich tygodni.
- Ej bądźcie cicho na chwile – Blaise podniósł się z krzesła i stuknął nożem w kieliszek, wszyscy spojrzeli na niego i zamilkli – Posłuchajcie, za tydzień są święta. Wpadłem na pomysł, aby dzień wcześniej zrobić sobie taka Wigilię dla nas. Wiem, że Luna wyjeżdża w Wigilie, my z Astorią także. Fajnie by było spotkać się w takim gronie jeszcze przed świętami. Potem dopiero w Sylwestra się zobaczymy, albo po Nowym  Roku.
- W sumie to nie taki zły pomysł, spotkamy się i złożymy sobie życzenia. My z Georgem po Wigilii u państwa Weasley jedziemy do mojej babci – powiedziała Pansy i tuliła do siebie jedną z córeczek.
- Zrobimy tutaj, jest dużo miejsca.  Będziecie mogli się przespać i stąd wyruszyć. Razem przygotujemy posiłek. Będzie tak rodzinnie – powiedziała Ginny i już zaczęła szukać zeszytu w którym chciała zrobić liste zakupów. Powstrzymał ją czarnowłosy przyciągając na swoje kolana  i pocałował ją.
- Gorzko gorzko – powiedział George wyczarowując jemiołę nad nimi, cicho się śmiał i siedział tak tuląc swoją córkę – Zobacz maleńka jak wujek kocha ciocie.  Zaraz ciocia zemdleje z braku powietrza
Po obiedzie Ron wyszedł, miał coś do załatwienie. Każdy był zdziwiony jego zachowaniem. Ostatnio zachowywał się podejrzanie. Był jakiś tajemniczy, Harry tłumaczył to pracą. Mieli ślad kilku niebezpiecznych złoczyńców. Harry, Blaise i George udali się do drugiego salonu razem z dziewczynkami. Rozmawiali o zbliżających się rozgrywkach Quidditcha. Dyskusja była gorąca, każdy bronił swojej ulubionej drużyny i gracza. Obstawiali wyniki najbliższych meczy. Z ich kont ubyło sporo galeonów. Rozmawiali nie tylko o tym , zaczęli temat świąt, prezentów i zeszli na temat Hermiony i Dracona.
- Posłuchajcie. To już nie jest zabawne. Mieli zniknąć  na dwa tygodnie. Powinni zjawić się tutaj 3 dni temu
- Wiem George, podsunąłem pewien pomysł twojemu braciszkowi. Niestety, Katie Bell nie jest głupia i nie udało mu się wyciągnąć od niej informacji o tym gdzie się ostatnio teleportowali – mruknął Blaise a potem skupił swoją uwagę  na swoją przyszłą chrześniaczkę
- A co ty mu podpowiadałeś ? – mruknął Potter bawiąc się swoją różdżką
- Żeby uwiódł Katie, dał jej kwiaty zaprosił na kolacje. To prawie zawsze działa, jednak nie na mądre kobiety. Jak widać ona do nich należy 
- Jutro napiszę wniosek o udostępnienie informacji o nich. To jest niepokojące, nawet w Proroku zaczynają zastanawiać się o co chodzi. Ludzie zaczynają wierzyć w to co pisze Skeeter.
- Niech oni tylko się pojawią, a skrzywdzę ich. Obiję gębę Malfoy’owi, a Granger .. nią niech zajmą się dziewczyny – mruknął cicho i położył Lucy do jednej z kołysek i podszedł do barku. Spojrzał na George’a  który położył Kornelię do drugiej kołyski. Chciał coś dodać, już otwierał usta by coś powiedzieć. Jednak  nie zdążył. Pisk który rozległ się po domu spowodował, że cała trójka zbiegła do salonu na dole. Wpadli do pomieszczenia i zamarli. Na środku stała zaginiona dwójka. Szczęśliwi, uśmiechnięci od ucha do ucha. Hermiona opalona , Draco niestety cały czas był blady.
- No cześć, a co wy macie takie miny jakbyście duchy zobaczyli ? – powiedziała rozbawiona Hermiona i podeszła do przyjaciółek – Wiem, przepraszam że się nie odzywaliśmy ale on mi zabierał pióro jak tylko chciałam coś napisać. Tak dobrze was widzieć – powiedziała i przywitała się z każdą z nich. – Tak za wami tęskniłam. Jak wy się zmieniłyście. Ginny jak się czujesz ?
- Już lepiej, w końcu wiem że żyjecie. Hermiono nie powinniście tak znikać ! Tak nie można ! Wiesz jak się martwiliśmy o was ? Jesteście idiotami no..
- Malfoy , w końcu wróciłeś – Blaise uśmiechnął się szeroko i minął Harry’ego i George podchodząc do przyjaciela. Miał wyciągnięte ręce do niego, a gdy Malfoy zrobił to samo przywalił mu w twarz , z pięści
- ZABINI ! – krzyk siedmiu osób nagle rozległ się po pokoju. Hermiona szybko pojawiła się przy ukochanym i wyciągnęła z torebki paczkę chusteczek przykładając je do rozwalonego nosa. Pomogła mu usiąść i wycierała krew cieknącą z jego nosa. Luna szybko wyprowadziła Ginny która zbladła. Astoria pobiegła po mokry ręcznik. Gdy wróciła przyłożyła go Draconowi do czoła.
- Co ci odbiło Blaise ? – powiedziała zdenerwowana Pansy uderzajac go w ramię – Oszalałeś ?
- Ja wam mówiłem, że jak tylko się zjawi przywalę mu w nos . Nikt mi nie wierzył. Sorry stary, ale należało ci się. Zniknąłeś i nie dawałeś znaku życia. Powinniście napisać chociaż małą karteczkę „ Jesteśmy bezpieczni, żyjemy. Damy znać jak wrócimy”. Tylko tyle i byśmy byli spokojni
- Nie wiedziałem, że aż tak będziecie się martwić. Powiedzieliśmy że wyjeżdżamy. Skąd miałem wiedzieć, że tak będzie – mruknął ledwie wyraźnie i siedział tak z chusteczkami w nosie i recznikiem na głowie – Ale boli .. Jasna cholera, ale masz prawy sierpowy. Lepszy od Hermiony ..
- Dziwne by było gdybym był gorszy, jestem facetem. I dobrze że boli, miało boleć – prychnął cicho i stał opierając się o ścianę z skrzyżowanymi rękoma na torsie – Jesteś idiotą
- Tak wiem .. Niech tylko ta cholerna krew przestanie lecieć a pokaże ci czego się nauczyłem ..  Będziesz leżał i kwiczał z bólu
- Gdzie byliście tak w ogóle ? – zapytał Harry pomagając wstać blondynowi i podstawił mu krzesło by usiadł
- Zaczęliśmy od Hawajów, potem zwiedziliśmy Chile i Brazylie. Potem Kuba i Dominikana. Udaliśmy się potem do Azji, Indie i Tajlandia . Potem trochę zwiedziliśmy Nową Zelandie i udaliśmy się do Kanady. Chcieliśmy przyzwyczaić się do chłodu tutaj
- I tak trudno było się odezwać .. Oboje jesteście nie poważni
- Harry już dosyć. Wiem, źle zrobiliśmy. Powinniśmy napisać dać znać, gdzie jesteśmy i czy żyjemy. Zawaliliśmy, ale musieliśmy to zrobić. Musieliśmy wyjechać. Nie znacie całej prawdy, zna ją tylko Blaise. Miałam układ z matką Dracona, miałam zniknąć. Dlatego nie mogłam się z nim widywać, dlatego nie utrzymywałam z nim kontaktu. Było w tym kilka reguł. Stało się tak, że możemy się widywać. Spędzaliśmy ze sobą każdą chwile. Wy mieliście się na co dzień. A my tyle lat się nie wiedzieliśmy. Potem te zdjęcia .. Znowu się nie widzieliśmy. Chcieliśmy się odciąć od tego wszystkiego. Zdjęcia , artykuły, tego było już za dużo. Źle zrobiliśmy, zrozumieliśmy swój błąd. Draco nawet poczuł. Przepraszamy, jest nam przykro. Zachowaliśmy się jak dzieci. Przepraszamy, zrozumcie nas i wybaczcie. Chcieliśmy zapomnieć o tym wszystkim co tu się działo.
- Hermiono, rozumiemy naprawdę. Ale bardzo się o was martwiliśmy. Nie wiedziliśmy co się z wami dzieje – Ginny weszła do pokoju i podeszła do nich przytulając przyjaciółkę – Wybaczamy wam, ale już tam nie róbcie. Rozumiesz ? Malfoy błagam odwróć się, bo nie mogę znieść widoku twojej zakrwawionej buźki – mruknęła cicho zakrywając całą twarz blondyna ręcznikiem.
Resztę wieczoru spędzili na wysłuchaniu przygód jakie mieli w czasie podróży po świecie, o tym jak uciekali przed poszukiwaczami złota w Ameryce, ucieczce z kasyna w Bangkoku , o tym zgubili się z Nowej Zelandii i wiele innych historii. Tych bezpiecznych i mniej bezpiecznych. Około północy, dopiero wtedy się rozstali. Blaise z Astorią poszli do niego, Luna wróciła do siebie. Hermiona z Draconem  postanowili , po krótkiej awanturze , pójść do niego. W domu Harry'ego zostali tylko Weasley'e z dziećmi. 
Hermiona weszła do sypialni z łazienki i usiadła obok Dracona i podała mu szczotkę 
- Wolę palcami - uśmiechnął się  i pociągnął ją na łóżko, przeczesywał palcami jej włosy - Nie spodziewałem się że tak zareagują na nasz powrót 
- Byli źli Draco. Mówiłam ci żeby do nich napisać. Wtedy byś nie oberwał w nos 
- No wiem . Żałuję. Powinienem ci pozwolić to zrobić. Ale trudno. Pocierpię trochę, ale już nie boli po twoim eliksirze. 
- Mój dzielny chłopak . Ale wystraszyłam się gdy cię walnął. Nie spodziewałam się tego . Chyba nikt się nie spodziewał 
- Ja też się zdziwiłem. Nigdy mnie nie uderzył. Oddam mu kiedyś 
- tak tak Draco. Nie wierzę ci . Nie oddasz mu - cicho ziewnęła i wtuliła się w poduszkę zasypiając powoli. Uwielbiała gdy on bawił się jej włosami uspokajają się i zasypiała. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz