Brunetka wróciła do domu po trzech godzinach, po wizycie u
Narcyzy musiała odetchnąć. Przeszła kilkanaście kilometrów, próbowała to
wszystko jakoś ułożyć sobie w głowie. Za dużo się wydarzyło w ciągu ostatnich
kilku godzin. Pojawienie się Draco, poród bliźniaczek i konfrontacja z panią
Malfoy. Delikatnie pchnęła białą furtkę i podeszła do drzwi swojego domu.
Otworzyła je powoli i oniemiała, w jej domu
roiło się od rudowłosych osób które przekrzykiwały się. Odwiesiła
płaszcz i spojrzała na wymęczoną Pansy, zdenerwowanego George, zagubionego
Blaise i zirytowanego Dracona. Harry z Ginny zabawiali dwie nowonarodzone
istotki, Ron usiłował przekonać brata by
zostawił Pansy bo to ich wróg, Fleur próbowała wytłumaczyć Charliemu, Billowi i
Arturowi żeby więcej nie pili, a Molly … Molly próbowała wepchnąć z Pansy zupę.
- DOSYĆ ! WSZYSCY MAJĄ STĄD WYJŚĆ ! – harmider panujący w
salonie ucichł a wszystkie 12 par oczu skierowały się na nią, pani Weasley
chciała coś powiedzieć ale podniesiona powoli dłoń Hermiony nie pozwalała – Co
tutaj się wyprawia ? Czy ja nie mogę wyjść na chwilę z domu ? Proszę o
opuszczenie wszystkich oprócz Pansy, George , Zabiniego i Malfoya.
N.A.T.Y.C.H.M.I.A.S.T. – powiedziała obserwując jak Weasley’e i przyszli
państwo Potterowie powoli zbierając się do wyjścia. Pożegnała się z każdym
zatrzymując Rona, Harryego i Ginny, wyprowadziła ich na zewnątrz i obserwowała
uważnie zaciskając mocno usta. – Czekam na wyjaśnienie, kto wydał George i
Pansy ? Ciebie Ron o to nie podejrzewam, ale zaraz do Ciebie wrócę. No ? Które
z was wydało ich ?
- J.. j.. ja – wyjąkał Harry ze spuszczoną głową i czekał na
uderzenie. Doskonale wiedział, że źle zrobił. Zorientował się dopiero po tym co
zaczęło się dziać w domu Hermiony, ale było już za późno.
- Straciłeś rozum ? Pansy jest wykończona porodem, a wy mi
sprowadzacie tutaj wszystkich Weasleyów ? Człowieku cała 4 powinna odpoczywać,
w CISZY i SPOKOJU. Dopóki nie wydam pozwolenia , nie chce widzieć nikogo.
Znikać albo zabije – powiedziała a po chwili ich nie było, powoli odwróciła się
do Ronalda i wbiła palec w jego tors – Ronaldzie Biliusie Weasleyu czyś ty
postradał zmysły ? Jak możesz w takiej chwili urządzać awanturę swojemu bratu ?
Został ojcem dwóch ślicznych dziewczynek, a ty robisz mu wyrzuty, że związał
się z Pansy ? Oszalałeś ? Wojna się skończyła, status krwi nie jest już aż
ważny. Wiadomo, że dalej dla niektórych jest ważne, ale nie mówi się o tym głośno.
Wrogowie teraz są naszymi przyjaciółmi, znajomymi. Zmień tok myślenia, spójrz
jaki twój brat jest szczęśliwy. Odwróć się i zobacz jego troskę o Pansy. Świat
się zmienił Ron, poglądy i ludzie także. Jeśli nie masz zamiaru przeprosić
George i Pansy, nie pojawiaj się w moim domu dopóki oni tutaj będą –
powiedziała a następnie szybkim krokiem poszła do domu. Zamknęła drzwi i przeszła
do salonu – Draco i Blaise zanieście dziewczynki na górę do pokoju obok mojego.
George idź do kuchni i zaparz zioła dla Pansy, te w zielonej puszcze – wydała
polecenia a gdy została sama z młodą matką usiadła obok niej i nakryła ją kocem
– Przepraszam Pansy, nie powinnam was zostawiać, ale musiałam pilnie coś
załatwić. Już nie będą cię nachodzić, dopóki nie poczujecie się lepiej. Wszyscy
mają zakaz zbliżania się do was.
Dni mijały, a dziewczynki już pokazały swój charakterek.
Obserwowanie młodych rodziców jak zajmują się swoimi skarbami sprawiały, że
Hermiona zapragnęła tego samego. Chciała mieć męża i dziecko. Pomagała im,
uczyła jak przewijać maleństwa, jak karmić. Pierwszy raz widziała jak Weasley
notował coś tak pilnie, w szkole nigdy nie można go było nawet zagonić do napisania wypracowania. Blaise był
częstym gościem w domu Granger, badał dziewczynki i jednocześnie rozpieszczał
je. Miał zostać ojcem chrzestnym jednej z nich. Jednak obdarowywał je obie prezencikami.
Dzień po incydencie który miał miejsce w domu brunetki, pani magomedyk udała
się do Nory. Każdy bez wyjątku dostał zakaz odwiedzania młodych rodziców, aż do
odwołania. Wszyscy okazali skruchę i obiecali nie zakłócać spokoju młodej matki
i dzieci. Po prawie 3 tygodniach Hermiona pozwoliła opuścić swój dom młodym
rodzicom z dziećmi, przez kilka dni jeszcze odwiedzała ich i obserwowała jak
dają radę sami. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że teraz jej miejsce
zajmie pani Weasley, która nie mogła doczekać się pierwszych wnuków.
W listopadowy piątkowy mroźny wieczór wróciła do domu, pół
dnia spędziła z Pansy i pomagała jej ułożyć wszystkie ubranka i przybory dla
dzieci, które otrzymali od znajomych i rodziny. Na ścianie wisiało mnóstwo
kartek które były dołączone do prezentów. Brunetka ściągnęła kozaki i odłożyła
je do szafki, rozwiązała szalik i
odłożyła na półkę po czym zsunęła płaszcz i odwiesiła go. Była wykończona,
ostatnie tygodnie spędziła na opiece nad Pansy, a potem jeszcze nad jej dwójką
dzieci. Nie było po niej widać zmęczenia. Ukrywała je szczelnie pod maską,
teraz mogła pozwolić sobie na chwile odpoczynku. Zsunęła ze stóp czarne
skarpetki i odesłała je ruchem ręki do łazienki, przeszła powoli do kuchni by
po chwili wrócić do salonu z kieliszkiem czerwonego wina. Kucnęła przy kominku
i rozpaliła go, usiadła na puchatym dywanie i przyglądała się językom ognia
które toczyły wojnę między sobą, każdy chciał sięgnąć wyżej. Brunetka cicho
westchnęła i rozkoszowała się ciszą pijąc powoli wino, uśmiechnęła się swoich
myśli i przeciągnęła się cicho przy tym mrucząc.
- Zastanawiałem się czemu uwielbiam cię obserwować .. I już
znam odpowiedź na to pytanie. Każdy twój ruch sprawia, że mam ochotę się na
ciebie rzucić. Uwodzisz każdym ruchem, nawet jak tego nie chcesz – cicho szept
rozległ się po pokoju, a dziewczyna nawet nie odwróciła się tylko uśmiechnęła
się delikatnie
- Myślałam, że już nigdy się nie zjawisz Malfoy..
- Musiałem obmyślić dokładny plan ukarania cię Kochanie, w
końcu ty znikałaś sobie i zostawiałaś mnie samego. A teraz cię znalazłem i dam
ci porządną karę – mruknął cicho i obserwował jak jej ciało spięło się. Powoli
podniósł się z zajmowanego fotela i
wolnym krokiem podszedł do niej, usiadł za nią na swoich zgiętych nogach
i przesunął dłonią po jej plecach, drugą powoli odgarnął włosy na jedno ramie i
pocałował ją w odsłonięte ramię
- To nie tak Draco .. nie znikałam bo chciałam. Opowiem ci o
tym , ale nie teraz. Jeszcze nie mogę ci tego powiedzieć
- Ciii Granger, o tym porozmawiamy potem, mamy na to czas.
Teraz zajmiemy się czymś innym – delikatnie wyjął z jej dłoni kieliszek i
odstawił go na stolik. Złapał za dół swetra i powoli podciągnął go zdejmując z
niej. Odłożył go na bok delikatnie popychając ją na dywan, pochylił się nad nią
i delikatnie przesunął zimną dłonią po jej boku. Uśmiechnął się pod nosem gdy
zadrżała pod jego dotykiem i zamknęła oczy. Powoli podciągał biały podkoszulek
i ściągnął go z niej rzucając za siebie. Wyglądała tak jak wtedy, jak za każdym
razem gdy mieli się kochać. Uwodziła wzrokiem, drobnymi gestami, nie musiała
nic mówić. Uczestniczył w tej grze,
doprowadzał ją do takiego stanu, że nie myślała o niczym innym jak tylko o tym
aby w końcu wszedł w nią. Wtedy następowała zamiana ról, to ona doprowadzała go
do obłędu. Prowokowała go, uwodziła. Szeptała jak bardzo go pragnie. Przyjmowała
pieszczoty , a potem je oddawała. Wiedział, że tak będzie i tym razem. Nie
spodziewał się jednak co ona planuje. Złapała go za koszulę i przyciągnęła do
siebie całując go zachłannie. Tęsknota którą odczuwali oboje doskonale była
widoczna. Brunetka objęła go w biodrach szczupłymi nogami pozwalając pociągnąć
się na jego kolana. Powoli przesunęła dłonią po jego torsie, a drugą dłoń
wsunęła w jego blond włosy. Patrząc mu głęboko w nocy ponownie pocałowała go,
nie był to już zachłanny pocałunek. Był powolny, delikatny, ale pełen pasji.
Chłopak odwzajemnił go obejmując ją w talii i przesuwając dłonie na jej
pośladki aby nie zsunęła się na podłogę.
- Draco .. Tak bardzo mi cię brakowało. Przepraszam, tak
bardzo przepraszam .. – szepnęła delikatnie opierając czoło o jego, a po
policzku spłynęła łza. Przez te 4 lata widziała się z nim tylko 5 razy, to tak
jakby któreś z nich było w więzieniu, a uzyskanie pozwolenia na widzenie
graniczyło z cudem. Pragnęła powiedzieć mu wszystko, całą prawdę, ale nie
mogła. Miała umowę, kończyła się ona za ponad półtora roku. Bała się, że on nie
zrozumie i odejdzie, a wtedy przegra wojnę o jego szczęście. I nagle poczuła
to, jej ciało, umysł zostały uwolnione spod skomplikowanego zaklęcia. „ Możesz mu wyjawić prawdę, ale pamiętaj gra
dalej się toczy. Jeszcze półtora roku” . Cichy szept w jej głowie sprawił,
że łzy zaczęły lecieć po jej policzkach. Łzy szczęścia.
- Hermionko … czemu płaczesz ? Proszę spójrz na mnie, nic
nie zrobiłem prawda ? Proszę spójrz na mnie – zmartwiony głos mężczyzny sprawił
iż podniosła głowę, delikatnie starła łzy i pociągnęła nosem.
- Nic nie zrobiłeś .. Po prostu jestem szczęśliwa bo jestem
blisko, jestem blisko wygrania wojny – przesunęła wilgotnymi opuszkami palców
po jego policzkach i patrzyła mu głęboko w oczy pociągając co chwilę nosem
- Jakiej wojny Hermiono ? Voldemort nie żyje, wojna się
skończyła już dawno.
- Wojny o Ciebie Draco, o twoje życie i szczęście. Możesz
być zły po tym co usłyszysz i zrozumiem każdą Twoją decyzję .. Ale teraz
posłuchaj mnie proszę – sięgnęła po swój sweter i założyła go, spojrzała na kieliszek
i wypiła całą zawartość. Spojrzała na Dracona który obserwował każdy jej ruch,
siedział oparty o podnóżek w lekkim rozkroku, usadowiła się miedzy jego nogami
twarzą do niego i ujęła jego dłoń bawiąc się jego palcami tak jak w Hogwarcie.
Często spędzali tak czas w Pokoju Życzeń. Rozmawiali albo milczeli, ale byli razem i to było dla nich
najważniejsze
- Zamieniam się w słuch mon
chéri
- Cztery lata temu , po urodzinach Harry’ego przed północą
do pokoju zastukała sowa. Miała dla mnie list, odczytałam go i szybko się
ubrałam. Pocałowałam cię i zniknęłam. Zniknęłam do twojego domu, do Malfoy
Manor. Twoja matka chciała ze mną pomówić. Zrobiła mi długi wykład na temat
czystości krwi, że zostało już niewielu czarodziei z tym statusem. Narcyza
oznajmiła, że nie chce się tak łatwo poddać i zrezygnować z wnuków czystej
krwi. Powiedziała, że ma dla ciebie kilka kandydatek. Wszystkie są czystej
krwi, mają dobre geny i ich rodziny są bardzo zamożne, oraz czekają na tylko
jej znak. Próbowała mnie przekonać bym zrezygnowała z ciebie, bo przecież ja chce
dla ciebie dobrze. A jak zwiążesz się ze mną, to staniesz się pośmiewiskiem.
Stracisz swoją reputacje… Proponowała mi pieniądze, odmawiałam. Proponowała mi
wiele dóbr bym tylko z ciebie zrezygnowała. Odmawiałam. Stwierdziła, że jestem
twardą sztuką bo każda inna już dawno by wzięła pieniądze. Zaproponowała układ,
grę. Och nie mam pojęcia jak to nazwać Draco. Naprawdę nie wiem, ale powiedzmy
że to była gra, a wygraną był twój los. Narcyza uznała, że jeśli nasze uczucie
przetrwało rok w takich brutalnych warunkach, przetrwało wojnę , przetrwało w
czasie moich tortur przez Bellatrix, to może i przetrwa 6 lat. Wszystko miało
polegać na tym, że mam zniknąć . To miało udowodnić czy naprawdę coś do mnie
czujesz.. Czy będziesz mnie szukać. Chciałam byśmy mogli widywać się
przynajmniej raz w roku, po kilku godzinach negocjacji udało się. Ja miałam
zniknąć, nie miałam prawa się z tobą kontaktować , nie mogłam nawet przez
kogoś. A ona nie mogła do niczego cię zmuszać, nie mogła planować twojego
ślubu, nie mogła namawiać cię do tego byś zapomniał o mnie. Wszystko miało
zależeć od ciebie. Po 6 latach, jeśli dalej chciałbyś ze mną być Narcyza
obiecała odpuścić. Rzuciła na mnie czar, miała mnie pod kontrolą. Znała mój
każdy ruch, żadna z nas nie miała możliwości oszukiwania. Podpisałyśmy umowę,
za złamanie jej była śmierć. Koniec
umowy mógł nadejść wtedy kiedy ty sam mnie odnajdziesz i tak się stało.
Odnalazłeś mnie. Wtedy .. po porodzie Pansy udałam się do Twojej matki
oznajmić, że sam mnie odnalazłeś. Nastąpił koniec gry, a teraz twoja matka
zdjęła ze mnie czar.. Jednak to tylko
początek, jeszcze półtora roku i odpuści. Więcej nie mogę ci powiedzieć .. Na
razie wygrałam, na razie prowadzę ja – zakończyła swoją wypowiedź trzymając jego
dłoń, cały czas patrzyła mu w oczy. Delikatnie głaskała jego dłoń bojąc się co
on zrobi. W najlepszym wypadku pogniewałby się i wybaczył jej, a najgorszym
odwróciłby się od niej. Z wyzywałby ją i zostawił łamiąc jej serce. Czekała,
patrzyła na niego i czekała, aż coś powie. Jego kamienna mina nie zdradzała
żadnych emocji. Stalowe oczy patrzyły gdzieś w dal. Minuty mijały, a on
milczał. Wiedziała co to oznacza, straciła go. To miały być ostatnie ich chwile
razem, powoli puściła jego dłoń i delikatnie odsuwała się od niego by wstać,
nie chciała wzbudzać w nim litości. Chciała zamknąć się w łazience i czekać aż
opuści jej mieszkanie by pozwolić płynąć swobodnie łzom. Powoli podniosła się
poprawiając sweter, daleko nie zaszła. Blondyn podciął ją za nim dobre się
podniosła i pochylił się nad nią.
- Gdzie się wybierasz ?
- Myślałam że to koniec .. Milczałeś
- Bo analizowałem to wszystko Hermiono, musiałem na
spokojnie przemyśleć to co mi powiedziałaś. I między nami nie będzie końca,
pomyliłaś się. Nie opuszczę cię Hermiono. Po prostu muszę porozmawiać z moją
matką, na temat jej zachowania . No już uśmiechnij się mon chéri już dosyć smutków
– delikatnie wsunął rękę pod jej plecy i przyciągnął ją do siebie mocno. Bez
żadnych problemów podniósł się z nią i udał się na górę. Delikatnie całował ją
po twarzy i delektował się jej bliskością. Posadził ją na łóżku i ściągnął z
niej spodnie rzucając w kąt sypialni, ten sam los spotkał sweter i koronkowy
stanik. Sięgnął pod poduszkę i wyjął swoją czarną koszulkę ze szkoły którą jej
podarował i założył jej. Pozwolił aby między czasie pozbyła się jego koszuli i
rozpięła spodnie. Zsunął je i położył się obok niej nakrywając ich kołdrą.
Objął ją ręką splatając ich dłonie i przyciągnął do siebie. W końcu miał ja
obok siebie, mógł cieszyć się jej bliskością. Nie wiedział jednak jeszcze co go
czeka by mógł cieszyć się tym w 100 %.
Sobotni poranek nie był tak cudowny jak piątkowy wieczór,
obudziły go promienie słońca przedzierające się przez jasną zasłonkę. Cicho
przeklinając Granger i nienawiść jej do czarnego zwlókł się z łóżka i rozejrzał
po pokoju, byłej Gryfonki nie było w pokoju. Sięgnął po swoje spodnie i założył
je. Zdjął wyprasowaną koszulę i powoli założył ją i zszedł na dół zapinając
guziki. Uśmiechnął się pod nosem słysząc nucenie z kuchni, wszedł powoli do
pomieszczenia i przyjrzał się brunetce która seksownie kręciła biodrami i
nuciła jedna z ulubionych melodii mając na sobie tylko jego koszulkę sprzed
kilku lat. Oparł się ramieniem o futrynę drzwi i obserwował ją. Dopiero teraz
dotarło do niego, co stracił przez matkę. Stracił przez nią ponad 4 lata takich
widoków, prawdopodobnie teraz Granger mogłaby być jego żoną, może mieliby już
dziecko, albo by wspólnie na nie oczekiwali. Był zły, jego napięte mięśnie to
pokazywały, takiego właśnie go zauważyła. Odłożyła nóż i powoli podeszła do
niego. Przesunęła palcami po jego dłoni i stając na palcach pocałowała go w
brodę, uśmiechnęła się gdy poczuła jak się rozlużnia.
- Malfoy, nie myśl już o tym .. Teraz musimy poczekać,
jeszcze trochę i będzie dobrze – powiedziała i pogłaskała go po policzku
delikatnie – Chce żebyś się uśmiechnął i dał mi buziaka na dzień dobry –
zaśmiała się cicho gdy podniósł ją oplatając się w biodrach jej nogami i
pocałował ją długo i zachłannie. Szedł tyłem kierując się na najbliższą kanapę,
opadł na nią przyciągają ją bliżej siebie. Teraz już nie liczyło się nic i
nikt, byli oni. Świat za drzwiami mieszkania nie istniał. Jego dłonie
podciągnęły szybko bluzkę i wodziły palcami po jej plecach doprowadzając ją do
drżenia z podniecenia. Brunetka nie była bierna, poruszała biodrami napierając na
jego krocze. Poruszała nimi powoli ocierając się o niego, chciała go podniecić,
tak jak on to robił jej. Nie chciała już uwodzić, chciała działać, chciała
podniecać. Napierała bardziej na jego krocze, pocałunek nabierał na namiętności
i sile. Nie panowali nad sobą, dłonie badały swoje ciała nawzajem. Krew
buzowała w ich ciała. Nie słyszeli nic. Po pokoju roznosiły się westchnienia,
ciche jęki , pomruki. Koszula blondyna wylądowała na ziemi, złapał brunetkę
mocno w talii i położył ją na kanapie nakrywając swoim ciałem, delikatnie
opierał się na jednej dłoni by nie zgnieść jej . Wpił się w jej usta całując ją
zachłannie a drugą wolną ręką powoli podciągał jej koszulkę. Uśmiechnął się pod
nosem czując pod palcami pierś, delikatnie masował ją powoli podnosząc bluzkę .
- Stop ! Już dosyć ! Ja tu jestem – powiedział udawanym
oburzeniem i obserwował jak para
odskakuje od siebie. Blondyn wylądował z hukiem na ziemi a brunetka podniosła
się uderzając głową w półkę nad kanapą
- ZABIJĘ CIĘ ! – wrzasnął blondyn zrywając się z podłogi i
podszedł do jeszcze swojego przyjaciela i zacisnął dłoń na jego szyi – Od jak
dawna tu jesteś ? Jak długo nas bezczelnie obserwujesz ?
- Puść mnie – wychrypiał czarnoskóry mężczyzna, a gdy mógł swobodnie oddychać
odsunął się szybko od wściekłego przyjaciela i stanął przy oknie patrząc na
parę która mogłaby zabić samym wzrokiem – Od prawie samego początku, myślałem
że sobie ze mnie żartujecie i chcecie się ze mną podroczyć , dałbym sobie rękę uciąć
że mnie widzieliście. Chyba się jednak myliłem
- Myliłeś się ? Doprawdy ? Ja cię zabiję ! Zabiję cię
naprawdę i nikt mnie nie powstrzyma . Granger idź do kuchni , nie chce żebyś
patrzyła jak zabijam Zabiniego
- Nie rozkazuj mi w moim domu Malfoy.. Chodź tutaj do mnie i
pocałuj mnie w głowę bo mam guza , a ty Blaise przynieść mi lód z lodówki i
masz nam zrobić śniadanie. Nad resztą kary jeszcze pomyśle. No już – brunetka
mruknęła i usadowiła się na kolanach blondyna przytulając się do niego . Po śniadaniu
upewniając się, że blondyn ochłonął poszła na górę pod prysznic. Brunet
obserwował przyjaciela zmywając po śniadaniu
- Widzę, że
wróciliście do siebie Smoku. Chyba jesteś szczęśliwy co ? Teraz zamieszkacie ze
sobą weźmiecie ślub i będziecie mieć gromadkę dzieci, a ja oczywiście będę
ojcem chrzestnym.
- Zapomnij, jeszcze ci nie wybaczyłem tego, że nas
podglądałeś i kłamałeś mi prosto w oczy mówiąc, że nie utrzymujesz z nią
kontaktu. Jeszcze mi powiedz, że wiedziałeś co moja matka wymyśliła. Co
zaproponowała Granger , jeśli powiesz mi że tak to lepiej stąd uciekaj bo wtedy
naprawdę cię zabije
- Nic nie wiedziałem stary. Hermiona odzywała się do mnie co
jakiś czas gdy potrzebowała eliksirów. Spotkaliśmy się tylko raz, prawie 4
miesiące po tamtych urodzinach Pottera. Powiedziała, że nie mogę nic powiedzieć
tobie, że widziałem się z nią , że wiem gdzie jest. Złożyłem przysięgę, że z
moich ust nie dowiesz się gdzie ona jest . Powiesz mi co wymyśliła twoja matka
? – brunet wytarł dłonie i zaczął wysłuchiwać historii przyjaciela. Był
zaskoczony tym co usłyszał, nigdy nie spodziewał się takiego zachowanie po
matce przyjaciela – Nie no stary … nie wierzę. To twoja matka wymyśliła. Ale
zobacz .. Hermiona zgodziła się na to, jej zależy na tobie. Walczy o ciebie ,
kurde też chciałbym taką dziewczynę. Zabiorę ci ją
- Astoria nie będzie chyba z tego zadowolona, tak sądzę –
mruknął uśmiechając się wrednie pod nosem gdy Diabeł zaczął się krztusić pitą kawą.
Klepnął go mocno w plecy i przeszedł do salonu rozkładając się na kanapie i
patrzył w sufit zadowolony z siebie
- Skąd wiesz o mnie i Astorii ? Nikt nie wiedział, nikt się
nawet nie domyślał ..
- Bo wiesz , dzień po tym jak odwołałem nasze spotkanie i
przyszła do mnie Astoria , to wspomniałem , że nie dziwie się że nie masz
kobiety. Czy coś takiego, a nasza blond przyjaciółeczka mocno się zarumieniła.
To było pewne że coś was łączy – mruknął cicho z uśmiechem i spojrzał kątem oka
na przyjaciela
- Zabije cię Sherlocku ..
Dobra ja spadam, zostawiam rzeczy dla Hermiony i znikam. Muszę wrócić do
pracy, a potem randka z Astorią
Blondyn z lekkim uśmiechem wpatrywał się w miejsce gdzie
jeszcze przed chwilą stal jego przyjaciel. Blaise i Astoria, nigdy nie
przypuszczał, że oni mogą być razem. Wydawałoby się, że są swoimi
przeciwieństwami. W czasach szkoły to Astoria była ta opanowaną, Blaise szalał.
A teraz ? Blaise odpowiedzialny magomedyk, czasami zdarzało mu się zaszaleć. Ale
kto nie miał takich momentów ? Astoria szalona, rozrywkowa, wszędzie jej było
pełno. Przeciwieństwa się przyciągały i tutaj tak właśnie było. Kibicował im,
chciał aby Blaise i Astoria byli tak samo szczęśliwi jak Pansy i Weasley. Nie
bardzo odpowiadało mu to, że to rudzielec jest jej mężem i ojcem dzieci. Gdy
zobaczył jej uśmiech i te iskierki w oczach gdy tuliła swoje córeczki, przestał
marudzić. Najważniejsze było jej szczęście. Dla niego najbardziej liczyło się
szczęście przyjaciół. Do tej grupy należał także Potter z Ginny, czekał na ich
ślub, a najbardziej na wieczór kawalerski. Już miał wszystko zaplanowane i
czekał tylko na datę. Grupa jego przyjaciół powoli zwiększała się, co jakiś
czas grupa zwiększała się o jedną albo dwie osoby.
Hermiona weszła do pokoju w szmaragdowej sukience i czarnych
rajstopach, powoli podeszła do kanapy na której leżał Draco i usiadła na jego
kolanach i pogłaskała go po policzku delikatnie. Mężczyzna nawinął sobie na
palec kosmyk jej włosów i przyglądał się jej z uśmiechem. Delikatnie złapał ją
za dłoń i pociągnął na siebie zamykając ją w swoich ramionach. Oparł policzek o
czubek jej głowy i wsłuchiwał się w jej spokojny oddech. Zazdrościł zakochanym
ludziom , gdy chodził do parku zazdrościł młodym rodzicom którzy spacerowali ze
swoimi dziećmi. Teraz może mieć to samo, ma
już Hermionę i obiecał sobie, że już będzie coraz lepiej. Myślał o
ślubie, wyobrażał sobie ich przyszłość .. A ona ? Myślała o tym samym,
planowała ich ślub , zastanawiała się co będą robić potem. Ile będą mieć dzieci
i jakie będą. Myśleli o tym samym, wtuleni w siebie planowali swoją przyszłość
i w tak zasnęli. Pogrążeni w myślach usnęli, szczęśliwi..
______________________
Odcinek poświęcony tylko Draco i Hermionie , musi być trochę słodko by potem było gorzko. Domyślam się , że znajdziecie tam błędy. Sprawdzałam tekst kilka razy, co zauważyłam to poprawiłam. Mam nadzieję, że odcinek się podobał tak jak pozostałe :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz