wtorek, 10 stycznia 2017

#3 Wojny o Ciebie Draco, o twoje życie i szczęście.


Brunetka wróciła do domu po trzech godzinach, po wizycie u Narcyzy musiała odetchnąć. Przeszła kilkanaście kilometrów, próbowała to wszystko jakoś ułożyć sobie w głowie. Za dużo się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku godzin. Pojawienie się Draco, poród bliźniaczek i konfrontacja z panią Malfoy. Delikatnie pchnęła białą furtkę i podeszła do drzwi swojego domu. Otworzyła je powoli i oniemiała, w jej domu  roiło się od rudowłosych osób które przekrzykiwały się. Odwiesiła płaszcz i spojrzała na wymęczoną Pansy, zdenerwowanego George, zagubionego Blaise i zirytowanego Dracona. Harry z Ginny zabawiali dwie nowonarodzone istotki, Ron usiłował przekonać  brata by zostawił Pansy bo to ich wróg, Fleur próbowała wytłumaczyć Charliemu, Billowi i Arturowi żeby więcej nie pili, a Molly … Molly próbowała wepchnąć z Pansy zupę.
- DOSYĆ ! WSZYSCY MAJĄ STĄD WYJŚĆ ! – harmider panujący w salonie ucichł a wszystkie 12 par oczu skierowały się na nią, pani Weasley chciała coś powiedzieć ale podniesiona powoli dłoń Hermiony nie pozwalała – Co tutaj się wyprawia ? Czy ja nie mogę wyjść na chwilę z domu ? Proszę o opuszczenie wszystkich oprócz Pansy, George , Zabiniego i Malfoya. N.A.T.Y.C.H.M.I.A.S.T. – powiedziała obserwując jak Weasley’e i przyszli państwo Potterowie powoli zbierając się do wyjścia. Pożegnała się z każdym zatrzymując Rona, Harryego i Ginny, wyprowadziła ich na zewnątrz i obserwowała uważnie zaciskając mocno usta. – Czekam na wyjaśnienie, kto wydał George i Pansy ? Ciebie Ron o to nie podejrzewam, ale zaraz do Ciebie wrócę. No ? Które z was wydało ich ?
- J.. j.. ja – wyjąkał Harry ze spuszczoną głową i czekał na uderzenie. Doskonale wiedział, że źle zrobił. Zorientował się dopiero po tym co zaczęło się dziać w domu Hermiony, ale było już za późno.
- Straciłeś rozum ? Pansy jest wykończona porodem, a wy mi sprowadzacie tutaj wszystkich Weasleyów ? Człowieku cała 4 powinna odpoczywać, w CISZY i SPOKOJU. Dopóki nie wydam pozwolenia , nie chce widzieć nikogo. Znikać albo zabije – powiedziała a po chwili ich nie było, powoli odwróciła się do Ronalda i wbiła palec w jego tors – Ronaldzie Biliusie Weasleyu czyś ty postradał zmysły ? Jak możesz w takiej chwili urządzać awanturę swojemu bratu ? Został ojcem dwóch ślicznych dziewczynek, a ty robisz mu wyrzuty, że związał się z Pansy ? Oszalałeś ? Wojna się skończyła, status krwi nie jest już aż ważny. Wiadomo, że dalej dla niektórych jest ważne, ale nie mówi się o tym głośno. Wrogowie teraz są naszymi przyjaciółmi, znajomymi. Zmień tok myślenia, spójrz jaki twój brat jest szczęśliwy. Odwróć się i zobacz jego troskę o Pansy. Świat się zmienił Ron, poglądy i ludzie także. Jeśli nie masz zamiaru przeprosić George i Pansy, nie pojawiaj się w moim domu dopóki oni tutaj będą – powiedziała a następnie szybkim krokiem poszła do domu. Zamknęła drzwi i przeszła do salonu – Draco i Blaise zanieście dziewczynki na górę do pokoju obok mojego. George idź do kuchni i zaparz zioła dla Pansy, te w zielonej puszcze – wydała polecenia a gdy została sama z młodą matką usiadła obok niej i nakryła ją kocem – Przepraszam Pansy, nie powinnam was zostawiać, ale musiałam pilnie coś załatwić. Już nie będą cię nachodzić, dopóki nie poczujecie się lepiej. Wszyscy mają zakaz zbliżania się do was.

Dni mijały, a dziewczynki już pokazały swój charakterek. Obserwowanie młodych rodziców jak zajmują się swoimi skarbami sprawiały, że Hermiona zapragnęła tego samego. Chciała mieć męża i dziecko. Pomagała im, uczyła jak przewijać maleństwa, jak karmić. Pierwszy raz widziała jak Weasley notował coś tak pilnie, w szkole nigdy nie można go było nawet  zagonić do napisania wypracowania. Blaise był częstym gościem w domu Granger, badał dziewczynki i jednocześnie rozpieszczał je. Miał zostać ojcem chrzestnym jednej z nich. Jednak obdarowywał je obie prezencikami. Dzień po incydencie który miał miejsce w domu brunetki, pani magomedyk udała się do Nory. Każdy bez wyjątku dostał zakaz odwiedzania młodych rodziców, aż do odwołania. Wszyscy okazali skruchę i obiecali nie zakłócać spokoju młodej matki i dzieci. Po prawie 3 tygodniach Hermiona pozwoliła opuścić swój dom młodym rodzicom z dziećmi, przez kilka dni jeszcze odwiedzała ich i obserwowała jak dają radę sami. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że teraz jej miejsce zajmie pani Weasley, która nie mogła doczekać się pierwszych wnuków.
W listopadowy piątkowy mroźny wieczór wróciła do domu, pół dnia spędziła z Pansy i pomagała jej ułożyć wszystkie ubranka i przybory dla dzieci, które otrzymali od znajomych i rodziny. Na ścianie wisiało mnóstwo kartek które były dołączone do prezentów. Brunetka ściągnęła kozaki i odłożyła je  do szafki, rozwiązała szalik i odłożyła na półkę po czym zsunęła płaszcz i odwiesiła go. Była wykończona, ostatnie tygodnie spędziła na opiece nad Pansy, a potem jeszcze nad jej dwójką dzieci. Nie było po niej widać zmęczenia. Ukrywała je szczelnie pod maską, teraz mogła pozwolić sobie na chwile odpoczynku. Zsunęła ze stóp czarne skarpetki i odesłała je ruchem ręki do łazienki, przeszła powoli do kuchni by po chwili wrócić do salonu z kieliszkiem czerwonego wina. Kucnęła przy kominku i rozpaliła go, usiadła na puchatym dywanie i przyglądała się językom ognia które toczyły wojnę między sobą, każdy chciał sięgnąć wyżej. Brunetka cicho westchnęła i rozkoszowała się ciszą pijąc powoli wino, uśmiechnęła się swoich myśli i przeciągnęła się cicho przy tym mrucząc.
- Zastanawiałem się czemu uwielbiam cię obserwować .. I już znam odpowiedź na to pytanie. Każdy twój ruch sprawia, że mam ochotę się na ciebie rzucić. Uwodzisz każdym ruchem, nawet jak tego nie chcesz – cicho szept rozległ się po pokoju, a dziewczyna nawet nie odwróciła się tylko uśmiechnęła się delikatnie
- Myślałam, że już nigdy się nie zjawisz Malfoy..
- Musiałem obmyślić dokładny plan ukarania cię Kochanie, w końcu ty znikałaś sobie i zostawiałaś mnie samego. A teraz cię znalazłem i dam ci porządną karę – mruknął cicho i obserwował jak jej ciało spięło się. Powoli podniósł się z zajmowanego fotela i  wolnym krokiem podszedł do niej, usiadł za nią na swoich zgiętych nogach i przesunął dłonią po jej plecach, drugą powoli odgarnął włosy na jedno ramie i pocałował ją w odsłonięte ramię
- To nie tak Draco .. nie znikałam bo chciałam. Opowiem ci o tym , ale nie teraz. Jeszcze nie mogę ci tego powiedzieć
- Ciii Granger, o tym porozmawiamy potem, mamy na to czas. Teraz zajmiemy się czymś innym – delikatnie wyjął z jej dłoni kieliszek i odstawił go na stolik. Złapał za dół swetra i powoli podciągnął go zdejmując z niej. Odłożył go na bok delikatnie popychając ją na dywan, pochylił się nad nią i delikatnie przesunął zimną dłonią po jej boku. Uśmiechnął się pod nosem gdy zadrżała pod jego dotykiem i zamknęła oczy. Powoli podciągał biały podkoszulek i ściągnął go z niej rzucając za siebie. Wyglądała tak jak wtedy, jak za każdym razem gdy mieli się kochać. Uwodziła wzrokiem, drobnymi gestami, nie musiała nic mówić. Uczestniczył  w tej grze, doprowadzał ją do takiego stanu, że nie myślała o niczym innym jak tylko o tym aby w końcu wszedł w nią. Wtedy następowała zamiana ról, to ona doprowadzała go do obłędu. Prowokowała go, uwodziła. Szeptała jak bardzo go pragnie. Przyjmowała pieszczoty , a potem je oddawała. Wiedział, że tak będzie i tym razem. Nie spodziewał się jednak co ona planuje. Złapała go za koszulę i przyciągnęła do siebie całując go zachłannie. Tęsknota którą odczuwali oboje doskonale była widoczna. Brunetka objęła go w biodrach szczupłymi nogami pozwalając pociągnąć się na jego kolana. Powoli przesunęła dłonią po jego torsie, a drugą dłoń wsunęła w jego blond włosy. Patrząc mu głęboko w nocy ponownie pocałowała go, nie był to już zachłanny pocałunek. Był powolny, delikatny, ale pełen pasji. Chłopak odwzajemnił go obejmując ją w talii i przesuwając dłonie na jej pośladki aby nie zsunęła się na podłogę.
- Draco .. Tak bardzo mi cię brakowało. Przepraszam, tak bardzo przepraszam .. – szepnęła delikatnie opierając czoło o jego, a po policzku spłynęła łza. Przez te 4 lata widziała się z nim tylko 5 razy, to tak jakby któreś z nich było w więzieniu, a uzyskanie pozwolenia na widzenie graniczyło z cudem. Pragnęła powiedzieć mu wszystko, całą prawdę, ale nie mogła. Miała umowę, kończyła się ona za ponad półtora roku. Bała się, że on nie zrozumie i odejdzie, a wtedy przegra wojnę o jego szczęście. I nagle poczuła to, jej ciało, umysł zostały uwolnione spod skomplikowanego zaklęcia. „ Możesz mu wyjawić prawdę, ale pamiętaj gra dalej się toczy. Jeszcze półtora roku” . Cichy szept w jej głowie sprawił, że łzy zaczęły lecieć po jej policzkach. Łzy szczęścia.
- Hermionko … czemu płaczesz ? Proszę spójrz na mnie, nic nie zrobiłem prawda ? Proszę spójrz na mnie – zmartwiony głos mężczyzny sprawił iż podniosła głowę, delikatnie starła łzy i pociągnęła nosem.
- Nic nie zrobiłeś .. Po prostu jestem szczęśliwa bo jestem blisko, jestem blisko wygrania wojny – przesunęła wilgotnymi opuszkami palców po jego policzkach i patrzyła mu głęboko w oczy pociągając co chwilę nosem
- Jakiej wojny Hermiono ? Voldemort nie żyje, wojna się skończyła już dawno.
- Wojny o Ciebie Draco, o twoje życie i szczęście. Możesz być zły po tym co usłyszysz i zrozumiem każdą Twoją decyzję .. Ale teraz posłuchaj mnie proszę – sięgnęła po swój sweter i założyła go, spojrzała na kieliszek i wypiła całą zawartość. Spojrzała na Dracona który obserwował każdy jej ruch, siedział oparty o podnóżek w lekkim rozkroku, usadowiła się miedzy jego nogami twarzą do niego i ujęła jego dłoń bawiąc się jego palcami tak jak w Hogwarcie. Często spędzali tak czas w Pokoju Życzeń. Rozmawiali albo milczeli,  ale byli razem i to było dla nich najważniejsze
- Zamieniam się w słuch mon chéri
- Cztery lata temu , po urodzinach Harry’ego przed północą do pokoju zastukała sowa. Miała dla mnie list, odczytałam go i szybko się ubrałam. Pocałowałam cię i zniknęłam. Zniknęłam do twojego domu, do Malfoy Manor. Twoja matka chciała ze mną pomówić. Zrobiła mi długi wykład na temat czystości krwi, że zostało już niewielu czarodziei z tym statusem. Narcyza oznajmiła, że nie chce się tak łatwo poddać i zrezygnować z wnuków czystej krwi. Powiedziała, że ma dla ciebie kilka kandydatek. Wszystkie są czystej krwi, mają dobre geny i ich rodziny są bardzo zamożne, oraz czekają na tylko jej znak. Próbowała mnie przekonać bym zrezygnowała z ciebie, bo przecież ja chce dla ciebie dobrze. A jak zwiążesz się ze mną, to staniesz się pośmiewiskiem. Stracisz swoją reputacje… Proponowała mi pieniądze, odmawiałam. Proponowała mi wiele dóbr bym tylko z ciebie zrezygnowała. Odmawiałam. Stwierdziła, że jestem twardą sztuką bo każda inna już dawno by wzięła pieniądze. Zaproponowała układ, grę. Och nie mam pojęcia jak to nazwać Draco. Naprawdę nie wiem, ale powiedzmy że to była gra, a wygraną był twój los. Narcyza uznała, że jeśli nasze uczucie przetrwało rok w takich brutalnych warunkach, przetrwało wojnę , przetrwało w czasie moich tortur przez Bellatrix, to może i przetrwa 6 lat. Wszystko miało polegać na tym, że mam zniknąć . To miało udowodnić czy naprawdę coś do mnie czujesz.. Czy będziesz mnie szukać. Chciałam byśmy mogli widywać się przynajmniej raz w roku, po kilku godzinach negocjacji udało się. Ja miałam zniknąć, nie miałam prawa się z tobą kontaktować , nie mogłam nawet przez kogoś. A ona nie mogła do niczego cię zmuszać, nie mogła planować twojego ślubu, nie mogła namawiać cię do tego byś zapomniał o mnie. Wszystko miało zależeć od ciebie. Po 6 latach, jeśli dalej chciałbyś ze mną być Narcyza obiecała odpuścić. Rzuciła na mnie czar, miała mnie pod kontrolą. Znała mój każdy ruch, żadna z nas nie miała możliwości oszukiwania. Podpisałyśmy umowę, za złamanie jej była śmierć.  Koniec umowy mógł nadejść wtedy kiedy ty sam mnie odnajdziesz i tak się stało. Odnalazłeś mnie. Wtedy .. po porodzie Pansy udałam się do Twojej matki oznajmić, że sam mnie odnalazłeś. Nastąpił koniec gry, a teraz twoja matka zdjęła ze mnie czar..  Jednak to tylko początek, jeszcze półtora roku i odpuści. Więcej nie mogę ci powiedzieć .. Na razie wygrałam, na razie prowadzę ja – zakończyła swoją wypowiedź trzymając jego dłoń, cały czas patrzyła mu w oczy. Delikatnie głaskała jego dłoń bojąc się co on zrobi. W najlepszym wypadku pogniewałby się i wybaczył jej, a najgorszym odwróciłby się od niej. Z wyzywałby ją i zostawił łamiąc jej serce. Czekała, patrzyła na niego i czekała, aż coś powie. Jego kamienna mina nie zdradzała żadnych emocji. Stalowe oczy patrzyły gdzieś w dal. Minuty mijały, a on milczał. Wiedziała co to oznacza, straciła go. To miały być ostatnie ich chwile razem, powoli puściła jego dłoń i delikatnie odsuwała się od niego by wstać, nie chciała wzbudzać w nim litości. Chciała zamknąć się w łazience i czekać aż opuści jej mieszkanie by pozwolić płynąć swobodnie łzom. Powoli podniosła się poprawiając sweter, daleko nie zaszła. Blondyn podciął ją za nim dobre się podniosła i pochylił się nad nią.
- Gdzie się wybierasz ?
- Myślałam że to koniec .. Milczałeś
- Bo analizowałem to wszystko Hermiono, musiałem na spokojnie przemyśleć to co mi powiedziałaś. I między nami nie będzie końca, pomyliłaś się. Nie opuszczę cię Hermiono. Po prostu muszę porozmawiać z moją matką, na temat jej zachowania . No już uśmiechnij się mon chéri  już dosyć smutków – delikatnie wsunął rękę pod jej plecy i przyciągnął ją do siebie mocno. Bez żadnych problemów podniósł się z nią i udał się na górę. Delikatnie całował ją po twarzy i delektował się jej bliskością. Posadził ją na łóżku i ściągnął z niej spodnie rzucając w kąt sypialni, ten sam los spotkał sweter i koronkowy stanik. Sięgnął pod poduszkę i wyjął swoją czarną koszulkę ze szkoły którą jej podarował i założył jej. Pozwolił aby między czasie pozbyła się jego koszuli i rozpięła spodnie. Zsunął je i położył się obok niej nakrywając ich kołdrą. Objął ją ręką splatając ich dłonie i przyciągnął do siebie. W końcu miał ja obok siebie, mógł cieszyć się jej bliskością. Nie wiedział jednak jeszcze co go czeka by mógł cieszyć się tym w 100 %.

Sobotni poranek nie był tak cudowny jak piątkowy wieczór, obudziły go promienie słońca przedzierające się przez jasną zasłonkę. Cicho przeklinając Granger i nienawiść jej do czarnego zwlókł się z łóżka i rozejrzał po pokoju, byłej Gryfonki nie było w pokoju. Sięgnął po swoje spodnie i założył je. Zdjął wyprasowaną koszulę i powoli założył ją i zszedł na dół zapinając guziki. Uśmiechnął się pod nosem słysząc nucenie z kuchni, wszedł powoli do pomieszczenia i przyjrzał się brunetce która seksownie kręciła biodrami i nuciła jedna z ulubionych melodii mając na sobie tylko jego koszulkę sprzed kilku lat. Oparł się ramieniem o futrynę drzwi i obserwował ją. Dopiero teraz dotarło do niego, co stracił przez matkę. Stracił przez nią ponad 4 lata takich widoków, prawdopodobnie teraz Granger mogłaby być jego żoną, może mieliby już dziecko, albo by wspólnie na nie oczekiwali. Był zły, jego napięte mięśnie to pokazywały, takiego właśnie go zauważyła. Odłożyła nóż i powoli podeszła do niego. Przesunęła palcami po jego dłoni i stając na palcach pocałowała go w brodę, uśmiechnęła się gdy poczuła jak się rozlużnia.
- Malfoy, nie myśl już o tym .. Teraz musimy poczekać, jeszcze trochę i będzie dobrze – powiedziała i pogłaskała go po policzku delikatnie – Chce żebyś się uśmiechnął i dał mi buziaka na dzień dobry – zaśmiała się cicho gdy podniósł ją oplatając się w biodrach jej nogami i pocałował ją długo i zachłannie. Szedł tyłem kierując się na najbliższą kanapę, opadł na nią przyciągają ją bliżej siebie. Teraz już nie liczyło się nic i nikt, byli oni. Świat za drzwiami mieszkania nie istniał. Jego dłonie podciągnęły szybko bluzkę i wodziły palcami po jej plecach doprowadzając ją do drżenia z podniecenia. Brunetka nie była bierna, poruszała biodrami napierając na jego krocze. Poruszała nimi powoli ocierając się o niego, chciała go podniecić, tak jak on to robił jej. Nie chciała już uwodzić, chciała działać, chciała podniecać. Napierała bardziej na jego krocze, pocałunek nabierał na namiętności i sile. Nie panowali nad sobą, dłonie badały swoje ciała nawzajem. Krew buzowała w ich ciała. Nie słyszeli nic. Po pokoju roznosiły się westchnienia, ciche jęki , pomruki. Koszula blondyna wylądowała na ziemi, złapał brunetkę mocno w talii i położył ją na kanapie nakrywając swoim ciałem, delikatnie opierał się na jednej dłoni by nie zgnieść jej . Wpił się w jej usta całując ją zachłannie a drugą wolną ręką powoli podciągał jej koszulkę. Uśmiechnął się pod nosem czując pod palcami pierś, delikatnie masował ją powoli podnosząc bluzkę .
- Stop ! Już dosyć ! Ja tu jestem – powiedział udawanym oburzeniem i  obserwował jak para odskakuje od siebie. Blondyn wylądował z hukiem na ziemi a brunetka podniosła się uderzając głową w półkę nad kanapą
- ZABIJĘ CIĘ ! – wrzasnął blondyn zrywając się z podłogi i podszedł do jeszcze swojego przyjaciela i zacisnął dłoń na jego szyi – Od jak dawna tu jesteś ? Jak długo nas bezczelnie obserwujesz ?
- Puść mnie – wychrypiał czarnoskóry  mężczyzna, a gdy mógł swobodnie oddychać odsunął się szybko od wściekłego przyjaciela i stanął przy oknie patrząc na parę która mogłaby zabić samym wzrokiem – Od prawie samego początku, myślałem że sobie ze mnie żartujecie i chcecie się ze mną podroczyć , dałbym sobie rękę uciąć że mnie widzieliście. Chyba się jednak myliłem
- Myliłeś się ? Doprawdy ? Ja cię zabiję ! Zabiję cię naprawdę i nikt mnie nie powstrzyma . Granger idź do kuchni , nie chce żebyś patrzyła jak zabijam Zabiniego
- Nie rozkazuj mi w moim domu Malfoy.. Chodź tutaj do mnie i pocałuj mnie w głowę bo mam guza , a ty Blaise przynieść mi lód z lodówki i masz nam zrobić śniadanie. Nad resztą kary jeszcze pomyśle. No już – brunetka mruknęła i usadowiła się na kolanach blondyna przytulając się do niego . Po śniadaniu upewniając się, że blondyn ochłonął poszła na górę pod prysznic. Brunet obserwował przyjaciela zmywając po śniadaniu
- Widzę,  że wróciliście do siebie Smoku. Chyba jesteś szczęśliwy co ? Teraz zamieszkacie ze sobą weźmiecie ślub i będziecie mieć gromadkę dzieci, a ja oczywiście będę ojcem chrzestnym.
- Zapomnij, jeszcze ci nie wybaczyłem tego, że nas podglądałeś i kłamałeś mi prosto w oczy mówiąc, że nie utrzymujesz z nią kontaktu. Jeszcze mi powiedz, że wiedziałeś co moja matka wymyśliła. Co zaproponowała Granger , jeśli powiesz mi że tak to lepiej stąd uciekaj bo wtedy naprawdę cię zabije
- Nic nie wiedziałem stary. Hermiona odzywała się do mnie co jakiś czas gdy potrzebowała eliksirów. Spotkaliśmy się tylko raz, prawie 4 miesiące po tamtych urodzinach Pottera. Powiedziała, że nie mogę nic powiedzieć tobie, że widziałem się z nią , że wiem gdzie jest. Złożyłem przysięgę, że z moich ust nie dowiesz się gdzie ona jest . Powiesz mi co wymyśliła twoja matka ? – brunet wytarł dłonie i zaczął wysłuchiwać historii przyjaciela. Był zaskoczony tym co usłyszał, nigdy nie spodziewał się takiego zachowanie po matce przyjaciela – Nie no stary … nie wierzę. To twoja matka wymyśliła. Ale zobacz .. Hermiona zgodziła się na to, jej zależy na tobie. Walczy o ciebie , kurde też chciałbym taką dziewczynę. Zabiorę ci ją
- Astoria nie będzie chyba z tego zadowolona, tak sądzę – mruknął uśmiechając się wrednie pod nosem gdy Diabeł zaczął się krztusić pitą kawą. Klepnął go mocno w plecy i przeszedł do salonu rozkładając się na kanapie i patrzył w sufit zadowolony z siebie
- Skąd wiesz o mnie i Astorii ? Nikt nie wiedział, nikt się nawet nie domyślał ..
- Bo wiesz , dzień po tym jak odwołałem nasze spotkanie i przyszła do mnie Astoria , to wspomniałem , że nie dziwie się że nie masz kobiety. Czy coś takiego, a nasza blond przyjaciółeczka mocno się zarumieniła. To było pewne że coś was łączy – mruknął cicho z uśmiechem i spojrzał kątem oka na przyjaciela
- Zabije cię Sherlocku ..  Dobra ja spadam, zostawiam rzeczy dla Hermiony i znikam. Muszę wrócić do pracy, a potem randka z Astorią

Blondyn z lekkim uśmiechem wpatrywał się w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stal jego przyjaciel. Blaise i Astoria, nigdy nie przypuszczał, że oni mogą być razem. Wydawałoby się, że są swoimi przeciwieństwami. W czasach szkoły to Astoria była ta opanowaną, Blaise szalał. A teraz ? Blaise odpowiedzialny magomedyk, czasami zdarzało mu się zaszaleć. Ale kto nie miał takich momentów ? Astoria szalona, rozrywkowa, wszędzie jej było pełno. Przeciwieństwa się przyciągały i tutaj tak właśnie było. Kibicował im, chciał aby Blaise i Astoria byli tak samo szczęśliwi jak Pansy i Weasley. Nie bardzo odpowiadało mu to, że to rudzielec jest jej mężem i ojcem dzieci. Gdy zobaczył jej uśmiech i te iskierki w oczach gdy tuliła swoje córeczki, przestał marudzić. Najważniejsze było jej szczęście. Dla niego najbardziej liczyło się szczęście przyjaciół. Do tej grupy należał także Potter z Ginny, czekał na ich ślub, a najbardziej na wieczór kawalerski. Już miał wszystko zaplanowane i czekał tylko na datę. Grupa jego przyjaciół powoli zwiększała się, co jakiś czas grupa zwiększała się o jedną albo dwie osoby.
Hermiona weszła do pokoju w szmaragdowej sukience i czarnych rajstopach, powoli podeszła do kanapy na której leżał Draco i usiadła na jego kolanach i pogłaskała go po policzku delikatnie. Mężczyzna nawinął sobie na palec kosmyk jej włosów i przyglądał się jej z uśmiechem. Delikatnie złapał ją za dłoń i pociągnął na siebie zamykając ją w swoich ramionach. Oparł policzek o czubek jej głowy i wsłuchiwał się w jej spokojny oddech. Zazdrościł zakochanym ludziom , gdy chodził do parku zazdrościł młodym rodzicom którzy spacerowali ze swoimi dziećmi. Teraz może mieć to samo, ma  już Hermionę i obiecał sobie, że już będzie coraz lepiej. Myślał o ślubie, wyobrażał sobie ich przyszłość .. A ona ? Myślała o tym samym, planowała ich ślub , zastanawiała się co będą robić potem. Ile będą mieć dzieci i jakie będą. Myśleli o tym samym, wtuleni w siebie planowali swoją przyszłość i w tak zasnęli. Pogrążeni w myślach usnęli, szczęśliwi..

______________________
Odcinek poświęcony tylko Draco i Hermionie , musi być trochę słodko by potem było gorzko. Domyślam się , że znajdziecie tam błędy. Sprawdzałam tekst kilka razy, co zauważyłam to poprawiłam. Mam nadzieję, że odcinek się podobał tak jak pozostałe :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz