Październik 2002
Świat czarodziei żył pełnią życia, prawie nikt już nie
wspominał wojny, niepewnych czasów, rządów Voldemorta. Ból po utracie bliskich
znikał. Stał w głębi sklepu i obserwował ludzi przez witrynę, nikt się nigdzie
nie spieszył, czarodzieje zaczepiali się i zatracali się w długich rozmowach
zapominając o tym co mieli załatwić. Polubił tą atmosferę, często siedział w
fotelu przy witrynie jednego z kilku swoich sklepów i obserwował. Był jak
dziecko które pierwszy raz widzi świat, wielokrotnie słyszał w swoją stronę
docinki przyjaciół, ale nie przejmował się tym bo miał w tym swój interes. Po
pierwsze w końcu mógł odbić sobie kilka lat życia w ponurym domu, gdzie nikt
się nie uśmiechał, nie śmiał. Jedyny śmiech jaki można było tam usłyszeć , to
szyderczy, wredny śmiech gdy któryś z Śmierciożerców zabił kogoś. Ale nie tylko
w tym celu przesiadywał przy witrynach, szukał jej, szukał tej brązowowłosej
cholery która zniknęła mu w dniu urodzin Wybrańca 4 lata temu..
Jego mięśnie spięły się na samo wspomnienie, tak zmienił
się. Po chucherku którym był w czasie wojny, prawie nie było śladu. Wziął się
za siebie, zaczął ćwiczyć i zdrowo się odżywiać. Wrócił do formy, nie był
typowym mięśniakiem. Miał ciało modela,
było idealne. Może prawie idealne, na lewym przedramieniu widniał znak,
a na plecach kilka blizn po klątwach które mu zadano. Zacisnął dłonie, a szklanka która stała obok
wybuchła.
- Jasna cholera ! Malfoy ! Mógłbyś przestać niszczyć
szklanki ?! – rudy Potwór, tak nazywał najmłodszą latorośl państwa Weasley ,
wyskoczyła zza zaplecza i szła w jego kierunku ciskając w niego piorunami – Ja
już mam dosyć tłumaczenia dlaczego do tydzień kupuje 6 zestawów szklanek !
Zaraz wezmą mnie za jakąś furiatkę która rozbija wszystko gdy wpada w złość
- Potworku, ale czemu się tak złościsz ? Przecież to
prawda.. Potter mi powiedział, jak ostatnio rozwaliłaś zestaw kubków , AŁA ! Za
co to – mruknął niezadowolony gdy dostał od niej w głowę – Zwolniłbym cię ..
- Ale tego nie zrobisz , bo beze mnie zginiesz. Taka prawda
Malfoy. To ja prowadzę ci księgowość, robię zamówienia, wysyłam zamówienia
prywatne. I wiesz co ? Kupisz jeszcze jedną księgarnie a sama odejdę,
zapamiętaj to Malfoy
- Nie odejdziesz, za bardzo mnie kochasz, żeby to zrobić. No
co tak patrzysz Potworku ? Oboje to wiemy, że za mną szalejesz i gdyby nie to
że darzysz Pottera jakimś uczuciem to dawno byś porzuciła go dla mnie –
uśmiechnął się do niej tak , że każdej by zmiękły kolana i błagała by zabrał ją
na koniec świata . Ruda tylko pokręciła głową zrezygnowana i odesłała
potłuczone szkło do kosza i usiadła na oparciu fotela a nogi położyła na jego.
To dalej było dla niej dziwne, gdyby ktoś jej powiedział sześć albo siedem lat
temu że będzie siedziała obok Dracona Malfoya i rozmawiała z nim tak swobodnie
prawdopodobnie wysłałaby go do św. Munga na leczenie psychiatryczne. Spojrzała
w szare oczy swojego szefa i czułym gestem poprawiła mu kilka kosmyków które
zaczęły wymykać się z idealnej fryzury
- Oj Draco, ja wiem że ty mnie kochasz, ale niestety ja
ciebie nie kocham. Dla mnie istnieje tylko Harry. Kocham cię jak brata –
powiedziała i zaśmiała się widząc jego skwaszona minę, zawsze tak robił gdy porównywała
go do swoich starszych braci – I jeśli chcesz bym dalej darzyła cię tym
uczuciem musisz przestać niszczyć szklanki, mój ojciec nawet cię o to prosi.
Wiesz on lubi robić mozaiki z tłuczonego szkła, ale już nie ma na nie miejsca.
- To powiedz mi Potworku gdzie ona się ukrywa … Mam już
dosyć szukania jej, zawsze jak jestem blisko to nagle mi się wymyka. Nie chce
jej widywać raz w roku na urodzinach twojego chłopaka . Ostatnio zapytałem się
czemu ucieka , czemu mnie zostawia na cały rok . Powiedziała , że jeszcze
trochę i wszystko mi powie. Ja już nie chce czekać. Znajdę ją do końca roku, a
wtedy zwiąże ją i zabiorę różdżkę – uśmiechnął się wrednie i siedział tak
wymyślając kolejne „kary” dla Granger
- Wiesz, że z chęcią bym ci pomogła, ale ja sama nie wiem
gdzie ona mieszka. Piszemy tylko listy i nic więcej. Nie wiem czy ktokolwiek
wie gdzie ona się ukrywa. Ale nie możesz jej więzić, ja domyślam się że ty
lubisz takie zabawy, ale wątpię by Hermiona coś takiego lubiła – mruknęła cicho
kręcąc głowa, gdy wybuchnął śmiechem
- Och Weasley ja od zawsze wiedziałem że ty tylko o jednym
myślisz, ale teraz sama to potwierdziłaś – powiedział śmiejąc się i patrzył na
nia jak mierzyła go wzrokiem. – gdyby
była bazyliszkiem już dawno był nie żył – zaśmiał się cicho do swoich myśli
i pociągnął dziewczynę na swoje kolana , po czym zaczął ją łaskotać
przytrzymując jedną ręką. Znał jej każdy słaby punkt i wiedział jak szybko
poprawić jej humor. Trzymał ją na swoich kolanach i łaskotał ją , aż nie
przerwał im dźwięk dzwoneczków. To oznaczało jedno, mieli klienta w księgarni.
Podniósł wzrok a na jego twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech
- Ej Platynowy, mógłbyś zostawić moją NARZECZONĄ ? Bo już
nigdy jej nie zobaczysz i twoje księgarnie zbankrutują – mruknął czarnowłosy i
wyciągnął ręce do swojej ukochanej która zaraz znalazła się przy nim całując go
szybko
- Dopóki nie znajdę Granger to musisz się ze mną dzielić. A
tak po za tym to Potworek mnie kocha, powiedziała to kilka minut temu , a z tobą
jest bo nie chce cię ranić – powiedział bezczelnie się uśmiechając i przesunął
wzrokiem po Ginny. Lubił doprowadzać Pottera do szału, miał już kilka
opracowanych tekstów. I co jakiś czas wpadały mu nowe pomysły i wykorzystywał
je z ogromną satysfakcją
- Malfoy … ty lepiej się ciesz, że jest tutaj kobieta bo
inaczej już dawno powiesiłbym cię na tym twoim krawacie
- Hej hej, spokój ma być. Dobrze wiesz, że Draco cię
prowokuje. Za co dostanie ode mnie kare. Draco musisz odebrać nowe zamówienie
szklanek i kilkanaście paczek książek.
Do zobaczenia w poniedziałek szefie – zaśmiała się zadowolona z siebie,
wiedziała że Draco nie lubił odbierać paczek. Złościł się na innych klientów i
pracowników, gdy wracał klnął pod nosem i wspominał, że pójdzie na leczenie i
wszyscy dostaną pozwy za zniszczenie jego psychiki. Przywołała swój płaszcz i
torebkę, założyła go i cicho się śmiejąc razem z Harrym opuścili księgarnie.
Draco jeszcze trochę siedział w swoim ulubionym fotelu i obserwował ich, jak
szli śmiejąc się i popychając się a potem zniknęli. Wstał przywołując swoje
rzeczy i przeklinając rudego Potwora udał się po paczki i nowe komplety kubków.
Wieczór nastał wyjątkowo szybko, mimo swojej kary nałożonej
na niego przez Ginny do domu wrócił dwie godziny po zamknięciu księgarni. Dałby
sobie uciąć rękę , że do domu dotrze dopiero po 21 i nie wyrobi się na
spotkanie z Diabłem. Lodowaty prysznic pobudził go i przygotował do całonocnej
imprezy z pięknymi kobietami i litrami alkoholu. Jednak zawsze do domu wracał
sam, nie potrafił zaprosić do swojego mieszkania żadnej kobiety która nie
nazywała się Hermiona Granger. Flirtował, uwodził , ale z żadną nie spał. Żadna
nie miała tego zaszczytu. Zapiął czarne jeansy i patrzył na swoje odbicie w
lustrze i uśmiechnął się pod nosem. Był zadowolony z tego co zobaczył, dobrze
zbudowany, zdrowy mężczyzna, idealny kandydat na męża. Każda chciałaby dostąpić
tego zaszczytu i zostać panią Malfoy , ale on to miejsce trzymał dla tej
cholery Granger. Zmusi ja do ślubu po tym jak ją dorwie . Zdjął z wieszaka
czarną koszulę i powoli założył ją i nie spiesząc się zapinał guziki. Podwinął
rękawy koszuli odsłaniając znak i założył czarne skórzane buty i jak gdyby nic
teleportował się do domu przyjaciela. Cicho prychnął widząc sajgon jaki
zostawił jego przyjaciel w swoim gabinecie. Zabini nigdy nie należał do
czyścioszków, ale teraz to co otaczało blondyna to był szczyt.
- Merlinie błagam znajdź mu jakąś kobietę .. on jest dobry ,
ratuje bezmyślnych idiotów którzy chcąc się popisać eksperymentują z trudnymi
eliksirami , jest naprawdę świetnym magomedykiem .. Znam do już tyle lat, wiem
że sam jest trudnym przypadkiem . Ześlij mu jakąś kobietę bo zginie przez swoje
bałaganiarstwo – mruknął i wyciągnął różdżkę, machnął kilka razy mrucząc
zaklęcia i schował ją podchodząc do biurka, rozsiadł się wygodnie w białym
fotelu i sięgnął po plik kartek i zaczął je przeglądać. Domyślał się że Diabła
nie ma w domu, jak zwykle zasiedział się w szpitalu i spóźni się na ich
spotkanie – Pogrzebię ci trochę w korespondencji Diable, może się nauczysz
porządku – uśmiechnął się wrednie pod nosem i powoli przeglądał pierwszą kupkę
listów i zatrzymał się poznając pismo pewnej brunetki o czekoladowych oczach –
No nie wierzę .. – mruknął cicho i zaczął powoli czytać list
„ Drogi Pulpeciku !
Jak możesz mnie tak
ignorować od 3 tygodni , przecież wiesz że nie chciałam ci spalić tego kitla !
Odkupiłam ci go, jest ładniejszy od tego który miałeś ! A tak po za tym sam
mówiłeś, że musisz kupić nowy. Tak naprawdę wyświadczyłam ci przysługę ,
powinieneś mi podziękować. Wiesz jakie lubie czekoladki
Piszę do ciebie także
w bardzo pilnej sprawie. Wiem że nie podoba ci się że będziesz tylko wujkiem,
ale powinieneś się z tym pogodzić i cieszyć się, że będziesz wujkiem. Pamiętam
, że zawsze chciałeś nim być i tylko czekałeś, aż ktoś oznajmi tą wspaniałą
wiadomość. Przyjdź do mnie, porozmawiajmy na spokojnie. Potrzebuje cię teraz. Nie
daj się prosić Diabełku , czekam na Ciebie w sobotę o 14 i proszę nie spóźnij
się bo będzie mi smutno , a twoja ulubiona zapiekanka trafi do miski Ernesta.
Twoja
ulubiona kucharka
Hermiona
Ps. Błagam ! nie
spóźnij się ! „
Zacisnął dłoń w pięść powstrzymując się przed rozwaleniem
każdego mebla znajdującego się w gabinecie jego przyjaciela. Odłożył powoli
list na kupkę i wyciągnął różdżkę. Machnął nią i już wiedział gdzie Granger
ukrywa się.
- Jesteś w ciąży i nawet nie raczysz mi tego powiedzieć ?
Granger nie wiesz z kim zadarłaś .. Oj nie wiesz. Jeszcze uwodzisz mojego
przyjaciela ? Nie spodziewałem się tego po tobie, ale nie martw się. Wybaczę ci
wszystko a potem dam ci karę. A ty Blaisie Zabini mnie jeszcze popamiętasz , za
kłamstwa. „ Nie mam z nią kontaktu Smoku. Gdybym miał to bym ci powiedział
prawda ? Jesteśmy prawie jak bracia „ – przedrzeźnił jego głos i naskrobał coś
na kartce i zostawił ją na biurku i zniknął. Musiał wymyślić zemstę i
przygotować się na spotkanie z Granger, która prawdopodobnie spodziewała się
jego dziecka i nic mu nie powiedziała. W głowie obliczał w którym mniej więcej
miesiącu jest, wyszło mu że to 3 miesiąc. Z tego co się orientował ciąża
powinna być już trochę widoczna. Ściągnął koszulę, spodnie i położył się na
łóżku zamykając oczy i uśmiechał się pod nosem. Jutro zapowiada się wspaniały
dzień, w końcu dorwie w swoje ręce Granger.
W budynku mieszczącym się na Grimmauld Place panowała
ciemność, w żadnym mieszkaniu nie paliły się światła, jednak w jednym panował
gwar, śmiechy i dźwięk stukanych
butelek. W mieszkaniu o którym nikt nie miał pojęcia. Żaden mugol nie wiedział,
że w kamienicy w której ktoś popełnił wielką gafę i źle ponumerował mieszkania
, tak naprawdę jest ten numer ale ukryty przed nimi. Właśnie to w tym
mieszkaniu przy starym drewnianym stole siedziały 3 osoby, dwie o ognisto
rudych włosach i czarnowłosy z charakterystyczną blizną na czole. Na stole
stała już pusta butelka, druga powoli traciła swoją zawartość. Rudowłosa
sięgnęła po butelkę i rozlała zawartość do trzech szklanek i odstawiła pustą
obok i zatrzymała wzrok na oczach brata i starała się być poważna
- George, jak już jesteśmy wstawieni to może w końcu powiesz
prawdę co ? Nie ładnie tak oszukiwać mnie i Harry’ego. Jesteśmy prawie
małżeństwem, ale mimo tego Harry i tak należy do rodziny.
- Gin słodziaku mój to co powiedziałem jest czystą prawą, to
sama prawda. Prawda . Ale jak chcesz to ci powiem jeszcze raz .. Spotkaliśmy
się w Dublinie, w takim jednym pubie niedaleko 3 Arena. Zaczęliśmy rozmawiać i
tak jakoś się potoczyło. Upiliśmy się i wylądowaliśmy u niej, och Ginny ta noc
to była najlepsza noc w moim życiu. Rano obudziłem się, a ona spała. Nie
chciałem wstawać, ale pomyślałem by zrobić coś romantycznego. Szybko się
ubrałem i wyszedłem zrobić zakupy.
Wróciłem a ona dalej spała. Po cichu buszowałem w kuchni robiąc naleśniki z
przepisu mamy. Gdy szedłem na górę obudziła się i cicho powiedziała „ Czego ja
się spodziewałam … Jak każdy facet, zabawił się i zniknął. Pansy ty idiotko „ a
potem wszedłem i gdybyście zobaczyli jej oczy. Stałem przed łóżkiem z tacą na
której była sterta naleśników polanych syropem i owocami. Oczy miała jak
galeony. O taaaakie duuuuże i wiecie co ? Zaczęła się jąkać, starała się
wytłumaczyć. Nie mogłem dłużej jej męczyć podszedłem do niej i pocałowałem ja
zachłannie. Wiecie że z łóżka wyszliśmy
dopiero wieczorem ? Ludzie ona ma taki temperament, jest taka gorąca. Czysty
ogień . A potem spotykaliśmy się codziennie, nie mogliśmy bez siebie żyć. Gdy
nie widziałem jej kilka dni to szalałem z tęsknoty, myślałem że to tylko pociąg
fizyczny, no bo jak to tak ? Ja Gryfon, ona Ślizgonka. Wrogowie ze szkoły ,
mający inne poglądy. Nie mogłem jej kochać, ale wpadłem no. Pewnego dnia
zerwała ze mną kontakt. Chciałem zniknąć, jak nie ja zaszyłem się w domu i
piłem. Upijałem się i wspominałem, tak było kilka dni. Nawet nie pamiętam
wiecie ? Piłem od rana do wieczora i nie pamiętam ile to było. Ale no nie ważne
i pewnego dnia ktoś dzwonił, uporczywie dzwonił i nie chciał dać mi spokoju.
Chwiejąc się i rozbijając głowę poszedłem otworzyć i kto tam stał ? Ona,
zapłakana, czerwone opuchnięte śliczne oczęta, rumiane policzku od chłodu.
Zimno było tamtego wieczoru , prawie -13. Gdy podniosła głowę pisnęła, potem
zrozumiałem o co chodzi , byłem uwalony krwią. Wciągnęła mnie do domu i
opatrzyła i dała Eliksir na Kaca. Oprzytomniałem i poszedłem sie umyć. Wróciłem
po paru minutach, salon był wysprzątany a ona siedziała na kanapie i patrzyła
na swoje dłonie. Usiadłem obok i złapałem ja powoli za dłoń. Powiedziała że nie
może tego pojąć że dla niej to jakąś głupotą. Bo jak to tak ? Że my razem ?
Przecież to nie miało możliwości przetrwania i gdy już podjęła decyzje i
odeszła okazało się że jest w ciąży. Powiedziała że nie chce ukrywać przede mną
tego i jeśli tylko chce to mogę być obecny w życiu dziecka. A ja klęknąłem
przed nią i powiedziałem że marzyłem o tej chwili . Oświadczyłem się jej i
przyjęła to, rano udaliśmy się do kaplicy poprosiliśmy pastora o dzielenie
ślubu, wiecie jak ona wyglądała cudownie? Ja wam pokaże zdjęcia jak się
rozpakujemy .. – rudzielec skończył opowieść a w jego oczach na samo
wspomnienie widać było łzy szczęścia. Był cholernie szczęśliwy od prawie roku i
nie mógł doczekać się porodu. Spojrzał na swoją siostrę która zalewała się
łzami , Potter nie był lepszy, po jego policzkach też płynął potok łez. George
po chwili dołączył do nich i cała trójka siedziała przy stole płacząc ze szczęścia jednego z nich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz