niedziela, 8 stycznia 2017

#2 Blaise ! Jeśli to ty to jestem z ciebie ogromnie dumna. Myślałam, że znowu się … och


Londyński apartament w centrum miasta. Okna zasłonięte roletami. W mieszkaniu panowała cisza, cudowna cisza której nawet nie zakłócał zegar została przerwana cichym trzaskiem . Na środku przestronnego salonu pojawiła się niskiego wzrostu, szczuplutka kobieta . Roztrzepane blond włosy przeczesała palcami by jakoś je ułożyć. Uśmiechnęła się do swojego lustrzanego odbicia i poprawiła obszytą futerkiem długą kamizelką zapiętą na pasek. Wysunęła z kieszeni  swoją różdżkę i delikatnie machnęła nią, a po chwili aromat świeżo zmielonej i zaparzonej kawy zaczął unosić się po mieszkaniu. Dziewczyna powolnym krokiem ruszyła w stronę schodów, gdzie znajdowała się sypialnia smoka. Delikatnie pchnęła ciężkie drewniane drzwi i uśmiechnęła się pod nosem patrząc na mężczyznę leżącego na łóżku, zsunęła powoli botki na koturnie odsyłając je na dół. Zrobiła kilka kroków i skoczyła na mężczyznę śmiejąc się
- MALFOY !  WSTAWAJ ! KONIEC SPANIA ! – śmiech dziewczyny mieszał się z jękiem blondyna. Złapał swój „budzik” w talii i położył obok siebie przygniatając swoim ciałem. Szamotała śmiejąc się i krzycząc na przemian do momentu, aż blondyn powoli podniósł się opierając na rękach.
- Astorio Greengrass podaj mi jeden,  tylko JEDEN powód żebym cię nie zabił. Szybko, liczbę do pięciu
- Zrobiłam ci kawę – odpowiedziała szybko blondynka korzystając z okazji i uciekła na dół wesoło się śmiejąc i podskakując co chwilę. Wyjęła dwa fikuśne kubki które zawsze mu kupowała. Miał ich już dużo, Astoria kupowała mu z każdej okazji, z powodu każdego święta jakie uznawała za ciekawe wymyślny kubek. Każdy był inny, oryginalny kolor czy kształt. Draco pokręcił głową i z uśmiechem na twarzy zszedł na dół wciągając wcześniej na siebie czarne dresowe spodnie i powoli zakładał bluzę, oparł się ramieniem o futrynę i przyglądał się radosnej blondynce krzątającej się po jego kuchni. Wziął od niej neonowy zielony kubek o kształcie Wierzy w Pizie i napił się swojej ulubionej czarnej kawy po czym usiadł na barowym krześle marszcząc brwi gdy Astoria rozsiadła się na blacie.
 - Dobrze, nie zabiję cię. Żal byłoby stracić tak dobrego bariste . A teraz jak już udobruchałaś mnie to powiedz dlaczego przyszłaś tutaj o tak chorej godzinie i budzisz mnie w tak brutalny sposób co ?
- Ponieważ wczoraj wieczorem Blaise Zabini, twój przyjaciel jakby coś. No co się tak patrzysz człowieku ? W tobą to nie wiadomo. Wiesz czasami zapominasz o swoich przyjaciołach, tych bliskich i tych dalszych. Ale nie ważne, Blaise  napisał mi list w którym wyraził jak bardzo się o Ciebie martwi. Byliście umówieni na imprezę, dziewczyny alkohol i tak dalej , a ty napisałeś mu że źle się czujesz bo dostałeś grypy żołądkowej  i nie możesz się z nim spotkać. I z tego co widzę to było kłamstewko bo dzisiaj wyglądasz jak nowo narodzony. Żądam w tej chwili wyjaśnień – powiedziała robiąc poważna minę, usta zacisnęła w wąską linijkę, niczym McGonagall i mierzyła wzorkiem przyjaciela
- Astoria co ja ci już mówiłem ? To są sprawy dorosłych, nie powinnaś zaprzątać sobie głowy takimi rzeczami. Jednak znając ciebie wiem , że nie odpuścisz. Odwołałem spotkanie z Diabłem, ponieważ gdyby do niego doszło na tym świecie byłoby mniej o jednego czarodzieja magomedyka. Wczoraj, jak zwykle pojawiłem się u niego na czas, sprzątnąłem mu znowu w gabinecie. To chodzący brudas, naprawdę nie dziwię się że on nie ma przy sobie kobiety – mruknął blondyn popijając powoli kawę i przyjrzał się zarumienionym policzkom dziewczyny i uśmiechnął się pod nosem. Coś mu się nie zgadzało, gdyby Blaise był z Astorią to o co chodzi z tym listem ? Może romansuje z jedną i drugą, postanowił to wytłumaczyć potem … – Usiadłem na jego fotelu i przeglądałem mu korespondencje wśród której znalazłem jeden, ale to bardzo interesujący list. Zgadniesz od kogo on był ? Już ci mówię, od … fam fary .. GRANGER. Tak, Blaise Zabini utrzymuje kontakt z Granger . I oszukiwał mnie, mówił że nie ma z nią kontaktu że nie wie gdzie ona jest gdzie się ukrywa. Dobrze wiesz jak mi zależy na tym by ją w końcu znaleźć, a on kłamał mi prosto w oczy.
- Draco … wiesz co sądzę o tym co wyprawia Granger. Rozumiem uciekła po wojnie bo chciała znaleźć rodziców, dołączyłeś do niej tydzień po jej nagłym wyjeździe i razem przez 3 miesiące podróżowaliście po Australii by ich odnaleźć, a potem co ? W dniu urodzin Pottera znika i pisze że następne spotkanie za rok i nie możecie się zobaczyć wcześniej i tak co roku … Daj sobie z nią spokój Draco. Ona coś kręci. Zapomnij o niej i pójdź do przodu. A co do Blaise to możesz mu obić buzie za to że kłamał i tyle.
- Nie Astoria , nie odpuszczę sobie jej i nie zapomnę. Nie teraz kiedy wiem gdzie ona się ukrywa kotku. O tak kochanie, ja Draco Malfoy zwany również Smokiem przy pomocy naszego przyjaciela idioty Blaisa Zabiniego zna miejsce pobytu Hermiony Jean Granger i wiesz co zrobię ? Odwiedzę ją i zażądam wyjaśnień. A ty lepiej nic nie mów Zabiniemu bo będę bardzo ale to bardzo zły  – powiedział uśmiechając się triumfalnie i wypił do końca kawę. Machnął ręką a kubek poleciał do zlewu i zaczął się sam myć, podszedł do niezadowolonej blondynki i pocałował ją w szyje kilka razy, a następnie delikatnie ugryzł ją w ucho. Wiedział, że może być spokojny i blondynka nic nie powie – Astoria a czy ty przypadkiem nie powinnaś być w Żonglerze ? Wspominałaś mi ostatnio, że dzisiaj masz dyżur – cicho zamruczał jej do ucha a Astoria krzyknęła przerażona szybko go odpychając. Założyła swoje botki i nawet nie żegnając się zniknęła do redakcji pisma prowadzonego przez Lune Lovegood . Po wojnie to ona pomogła odnaleźć sens życia Astorii, okazało się że są prawie jak siostry.  Greengrass pokazała wszystkie karty, pokazała swoje prawdziwe oblicze które ukrywała pod naciskiem rodziny. Uwielbiała kolorowe ubrania, można powiedzieć że była hippiską . Gdy pojawiała się na Pokątnej w towarzystwie panny Lovegood można było śmiało stwierdzić że te dwie śliczne młode czarownice są siostrami. Młody Malfoy zerknął na zegarek i lekko się krzywiąc niezadowolony wziął jabłko i ruszył na górę. Miał 5 godzin do konfrontacji z panną Granger ..

Ostatni dom w małej wiosce Ottery St. Catchpole . Był praktycznie taki jak każdy inny, jednak czymś się różnił . Biła od niego jakaś przyciągająca aura. Otoczony, niedawno pomalowanym, białym płotkiem , granatowy dach idealnie komponował się z białą elewacją a niebieskie okiennice przykuwały wzrok.  Biała furtka delikatnie uchylona, utwierdzała przechodnia że jeszcze nie została naprawiona i każdy podmuch wiatru sprawiał że otwierała się . Na przedłożonym metalowym pręcie znajdowała się zabawna czerwona skrzynka na listy na której znajdował się mały czarno-biały kot który co chwilę miauczał a jego bursztynowe oczy świeciły się dając znać , że w środku znajdują się listy. Naprzeciwko domu pod starą wierzbą stał blond włosy mężczyzna, między palcami trzymał jednego galeona i bawił się nim zastanawiając się czy dobrze robi. Czy nie powinien odpuścić , po chwili jego zegarek zaczął pikać. Nie było odwrotu, wybiła godzina 14 i trzeba zmierzyć się z prawdą. W jego głowie cały czas było słychać cichy głosić „ Ona może być w ciąży. Ona może być w ciąży.” albo  „ To może być twoje dziecko, nie możesz jej udusić”. Delikatnie pchnął niedomkniętą furtkę wyciągając ze skrzynki zalegające tam listy i przeglądając je ruszył kamienną ścieżką do drzwi. Zastukał kilka razy i nasłuchiwał uśmiechając się wrednie pod nosem
- Blaise ! Jeśli to ty to jestem z ciebie ogromnie dumna. Myślałam, że znowu się … och – głos brunetki uwiązł w jej gardle i patrzyła się na niego szeroko otwartymi oczami. Miała na sobie czarne idealnie podkreślające jej długie zgrabne nogi legginsy , luźna błękitna koszula w białe kropki sięgała aż do połowy ud. Była delikatnie związana lnianym sznurkiem w talii. Rumiane policzki gościły na jej twarzy już od kilku sekund, szczupłą buzie, pozbawioną makijażu, okalała burza kręconych brązowych włosów. Wyglądała uroczo i bardzo dziewczęco. Podbiłaby serce każdego mężczyzny, ideał kobiety- Draco och , ja … matko. Nie możesz tu być – jąkała się, nie wiedziała co ma powiedzieć jeszcze. Już miała zamykać drzwi gdy została pchnięta przez Dracona na regał z książkami a drzwi zostały zamknięte. Świadczył o tym głośny trzask.
- Nie mogę ? A to ciekawe.. Z tego co mi się wydaje to powinienem tutaj być Granger. No chyba, że chcesz sama wychowywać dziecko – powiedział zdenerwowany i podciągnął jej koszule by pokazać na brzuch który był płaski. Taki jak kilka miesięcy temu – Co to ma być ? Gdzie jest dziecko Granger ? Chyba nie powiesz mi, że usunęłaś dziecko !
- O co ci chodzi Malfoy ?! Jaka ciąża .. Co ty bierzesz człowieku. Mówiłam ci żebyś nie mieszkał w mugolskim Londynie bo źle się to dla ciebie skończy. Ja nie jestem w ciąży, zabezpieczam się gdy ze sobą śpimy. A tak w ogóle to skąd to sobie wymyśliłeś i jak mnie znalazłeś ? Nie miałeś jak .. Dopiero co się tu wprowadziłam. Wytłumacz się – zażądała odpychając od siebie chłopaka i poprawiła koszule wygładzając ją nerwowo
- Pisałaś do Zabiniego, że powinien się cieszyć bo będzie wujkiem. To chyba proste, że jesteś w ciąży. Tylko czemu on jest niezadowolony z tego że będzie  wujkiem ? Proponował ci że będzie ojcem dla mojego dziecka ? I czemu piszesz, że go potrzebujesz ? To ty mi wytłumacz o co w tym wszystkim chodzi
Brunetka w skupieniu obserwowała wzburzonego blondyna który stał przed nią w błękitnej koszuli której dwa pierwsze guziki były odpięta, sportowa marynarka delikatnie opinała jego ramiona a jeansy idealnie podkreślały jego tyłek którego odbicie widziała w lustrze. Nieświadomie zagryzła wargę i powoli podniosła wzrok na Dracona.
- To nie ja jestem w ciąży Draco, już ci to powiedziałam. To po pierwsze, po drugie jeśli pamiętasz to jestem magomedykiem działającym w terenie. Jestem takim mugolskim lekarzem na telefon. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy pisze do mnie a ja się u niego pojawiam. Blaisa potrzebuje, ponieważ poród bliźniaków jest trochę niebezpieczny i sama nie dam rady do odebrać. I Diabeł jest niezadowolony, ponieważ nie może być ojcem chrzestnym i będzie tylko zwykłym wujkiem dzieci  ...– urwała słysząc głośny jęk i kilka przekleństw, szybko spojrzała na blondyna i nie dokańczając udała się do pokoju obok i kucnęła przy rozłożonej sofie na której leżała Pansy z kubełkiem lodów i klnęła do brzucha – Pansy już spokojnie, dzieci niedługo pojawią się na świecie i będziesz miała chwile spokoju
- A chcesz się zamienić ? Chcesz mieć w sobie dwie piłki z nóżkami i rączkami które kopią cię i urządzają sobie berka w twoim brzuchu ? No zamień się, zobaczymy co wtedy powiesz. Niech lepiej on mi się nie pokazuje na oczy, zabije go zobaczysz. Urwę mu przyrodzenie. Każdemu facetowi to zrobię. Cwaniacy jedni. Zapłodnią kobietę i szczęśliwi są, bo to nie oni noszą potem przez 9 miesięcy małego kopiącego człowieka ! Wychodzić już wy małe dwa potwory ! Niech teraz tatuś się z wami pomęczy ! No już, wychodzić ! – powiedziała oburzona kobieta i machnęła łyżeczką na której były lody. Wylądowały na twarzy blondyna który stał z szeroko otwartą buzią w drzwiach salonu. Jego przyjaciółka Pansy Parkinson, leżała w salonie Hermiony Granger z brzuchem wielkim jak piłka i rzucała poważne groźby. Jej policzki były czerwone ze złości i wbijały wzrok w swój brzuch , słysząc odgłos uderzenia spojrzała w bok blednąc i zakryła usta dłonią , jednak nie trwało to długo. Zaczerwieniła się ponownie i zacisnęła dłonie w pięści – A ten tu czego ? Ty , ty blondwłosa fretko.  Chodzący pan ideał , myśli że jest taki mądry, taki piękny. Gówno prawda. Jesteś jak każdy. Chodź tutaj ! Zacznę kastracje od ciebie ! – krzyknęła i próbowała się podnieść by dorwać w swoje ręce mężczyznę, jednak za nim usiadła Hermiona podała jej kubek i czarnowłosa opadła na poduszkę zapadając w sen. Brunetka delikatnie zabrała jej lody i nakryła kocem, po czym wstała i wypychając blondyna do kuchni. Sięgnęła po mokrą ściereczkę i wycierała czekoladowe lody z jego twarzy.
- Co to było ? To na pewno nie jest Pansy Parkinson ze szkoły którą znałem.
- No bo nie do końca to jest Pansy Parkinson. Dokładnie to jest Pansy Weasley w końcówce 8 miesiąca ciąży z bliźniakami, dokładnie z dwoma dziewczynkami. I jak widzisz mężczyźni działają na nią jak płachta na byka.
- Nie ! Ty chyba żartujesz ? Weasley ? Który niby zrobił jej dzieciaki ? I czemu ja nic o tym nie wiem , że ona jest w ciąży ? Po wojnie zniknęła i nie widziałem jej, aż do teraz.
- George , bardzo piękna historia. Romantyczna. Pansy wyjechała do Dublina, George otworzył tam filię swojego sklepu i pojechał tam załatwiać formalności. Spodobała mu się atmosfera panująca w nim i został na dłużej. Spotkali się raz i tak zaczęło się ciągnąć, aż do momentu gdy Pansy wystraszyła się tworzącego się między nimi uczucia i zerwała. Jednak po ponad tygodniu poszła do niego i powiedziała, że jest w ciąży. Dała mu możliwość uczestniczenia w życiu dziecka i tak dalej, a on się jej oświadczył . Następnego dnia znaleźli małą kapliczkę w której pastor udzielił im ślubu. George odezwał się do mnie półtora miesiąca temu czy mogłabym zająć się Pansy w czasie ostatniego miesiąca ciąży i tak mieszkam z Pansy od kilku tygodni i zajmuje się nią i monitoruje stan zdrowia dzieci. Blaise był tutaj dwa tygodnie temu by sprawdzić stan zdrowia dzieci i Pansy, no i Blaise był pewny że będzie ojcem chrzestnym. W żartach Pansy powiedziała żeby zapomniał no i chłopak się zasmucił .
- Popraw mnie jeśli się mylę. Weasley i Pansy poznali się w Dublinie, przeżyli gorący ale krótki romans który skończył się ślubem i dzieckiem w drodze, ale z tego co słyszę to dwójką dzieci. Pansy mieszka z tobą, ty jesteś jej lekarzem i Blaise chce byś chrzestnym i został oszukany, dlatego w taki a nie w inny sposób napisałaś mu taki list.
- Dokładnie tak. I Blaise ma dzisiaj tutaj przybyć bo poród może zacząć się w każdej chwili, a znając jego może się spóźnić gdy napiszę do niego jak zacznie się akcja porodowa. Boję się, że któreś dziecko ucierpi, dlatego Blaise zamieszka tutaj do porodu. A teraz ty się wytłumacz. Dlaczego czytałeś list Diabła co ? – zapytała brunetka i delikatnie ścierała pozostałości lodów z jego marynarki i koszuli. Kręciła delikatnie głową słuchając jego tłumaczeń, podniosła głowę i spojrzała mu w oczy – Musisz iść Draco, kiedyś ci wytłumaczę czemu nie możemy się widywać. Daj mi jeszcze półto.. O nie ! Zaczęło się – krzyknęła przerażona słysząc pisk Pansy, szybko minęła blondyna i wparowała do pokoju w którym o dziwo już był Zabini i przyszły ojciec , obaj mieli skrzywione miny, a wszystko przez przyszłą matkę. Jej dłonie mocno zaciskały się na nadgarstkach mężczyzn.

Akcja porodowa trwała ponad 6 godzin, była długa i męcząca dla każdego. Draco razem z George’m przyjęli role ofiar. To na nich wyżywała się Pansy gdy nie miała już siły, to ich różne części ciał były pokryte siniakami. Każdy był za źle dobrane słowa. Hermiona razem z Blaisem sprawnie przeprowadzili poród, oboje chcieli by Pansy cierpiała jak najmniej. Gdy było już po wszystkim, Pansy spała w pokoju na górze a przy niej czuwał George. Blaise sprzątnął cały salon, a brunetka doglądała nowonarodzonych członków dużej rodziny Weasley.
- Włosy mają po Wesleyach , ale urodę mają po Pansy – powiedziała cicho gdy do pokoju wszedł blondyn, odwróciła się do niego kiwając na niego palcem by podszedł i delikatnie poprawiła kocyk jednej z dziewczynek. – Kornelie Amelie i Lucy Molly Weasley . Spójrz na nie a ja pójdę po Blaisa – powiedziała i za nim się zdążył zaprotestować brunetka opuściła pokój i udała się do kuchni gdzie stał ciemnoskóry mężczyzna i pił zioła – Blaise idź do Malfoya i zostań z nim przy dziewczynka, ja muszę coś załatwić i on nie może o tym wiedzieć.
- Układ ?
- Dokładnie, idź proszę cię bo zaraz tu przyjdzie – powiedziała cicho a gdy mężczyzna opuścił kuchnie brunetka pospiesznie założyła na czyste ubrania płaszcz i teleportowała się do miejsca którego nigdy nie znosiła odwiedzać, pchnęła stare drzwi i weszła wgłęb wilii. W całym budynku panowała cisza, która przerwała stukotem obcasów, przeszła przez ciemny korytarz cicho przełykając ślinę, położyła dłoń na gałce do drzwi i otworzyła je powoli – Gra skończona, odnalazł mnie i dobrze wiesz, że ja do tego palca nie przyłożyłam. Gdyby  twój syn nie był tak wścibski i nie grzebał w rzeczach Zabiniego, nie odnalazłby mnie.
- Tą partię przegrałam.  Kończy się twoim triumfem, ale nie myśl że tak łatwo odpuszczę, gra dalej się toczy. Znasz reguły Hermiono Granger. Dopóki będę mogła, będę walczyła o to by mój syn zmądrzał i wybrał sobie kogoś innego, chce by nasz ród przetrwał jak najdłużej z statusem czystej krwi. Ty ją przerwiesz i dobrze o tym wiesz
- Mi się podoba taka gra, każda z nas walczy o swoje szczęście. Dla ciebie to szczęście jest w postaci wnuka o czystej krwi, dla mnie szczęście to miłość na dobre i na złe. Nie chce by Draco cierpiał tak jak ty. I Dobrze wiesz, że ja to wygram, bo Draco się zmienił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz